3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Alchemia miłości

Alchemia miłości - Eve Edwards Nie jest to już chyba tajemnicą, że historia Anglii coraz bardziej mnie ciekawi. Wszystko rozpoczęło się właśnie od słynnej dynastii Tudorów, którą to zgłębiam na wszelakie sposoby. Gdy więc zobaczyłam w zapowiedziach „Alchemię miłości” wiedziałam, że muszę ją przeczytać! Okładka oczarowała mnie już od pierwszej chwili – jak natomiast było z zawartością? Eve Edwards poważnie podeszła do pisania „Kronik rodu Lacey”. Oglądała wnętrza zamków, uczestniczyła w turniejach rycerskich oraz ucztach w stylu elżbietańskim. Ponadto opanowała skomplikowaną sztukę jedzenia bez widelca słynną w epoce Tudorów. Aktualnie autorka mieszka w Oxfordzie z mężem oraz trójką dzieci. Kiedy młody Will Lacey został hrabią Dorset, wiedział, iż będzie to trudne zadanie. Jego ojciec zrujnował majątek rodzinny przez swoją obsesję do tajemnej sztuki, jaką jest alchemia. Jedyną nadzieją Dorsetów na podreperowanie swoich finansów jest korzystny mariaż Willa z posażną panną. Wykorzystując ostatnie pieniądze młody hrabia wyrusza na dwór Elżbiety I Tudor. Tam też poznaje Ellie – cudowną dziewczynę, która oprócz lichego hiszpańskiego tytułu nie ma nic. Mimo wszystko rodzina nalega, by chłopak poślubił bogatą lady Jane, a nie ubogą szlachciankę, która – co gorsza – jest córką alchemika. Przyznam szczerze, że lubię proste i romantyczne historie. Jest to literatura niezobowiązująca, która ma mnie zachwycić na kilka dni i pozwolić odpocząć. Właśnie tego oczekiwałam po Eve Edwards i jej „Alchemii miłości”. Historia, którą przedstawiła autorka, jest jednak… głębsza niż początkowo mi się wydawało i na pewno zapamiętam ją na dłużej niż kilka chwil. Od początku wszystko wskazywało na to, iż będę mieć do czynienia z prostym romansem. Z każdej strony dochodziły do mnie sygnały, jak zakończy się miłość hrabiego. I mimo tego (!) nie nazwałabym tego wątku banalnym! Autorka sprytnie zapętlała akcję i ze wszystkich sił starała się skomplikować sytuację, co szczerze – udało jej się naprawdę świetnie. Nie uzyskałaby takiego efektu, gdyby nie jej ciekawy warsztat pisarski. Pióro Edwards bardzo przypadło mi do gustu, aczkolwiek nie nazwałabym go idealnym. Niekiedy zbyt często współczesność mieszała się z epoką, do której autorka nawiązywała. Zazwyczaj tego typu nieścisłości było widać w dialogach. Z drugiej strony opisy wydawały mi się naprawdę poprawne – dokładność, która świetnie budowała nastrój. Chociaż romans to bardzo ważny wątek w „Alchemii miłości”, jak można się domyślać już po samym tytule, znajdziemy również słynne prześladowania chrześcijan u Edwards, co przyznam szczerze – zaskoczyło mnie. Nie spodziewałam się, że autorka wyjdzie za ramy motywu, który miał być główny. Mimo wszystko Edwards chciała oddać realia epoki i zrobiła to naprawdę wiernie – nie tylko poprzez ukazanie ciemnej strony anglikanizmu. Mamy tutaj odniesienia do ówczesnej mody, dworskich zabaw, a także pewnej chorobliwej religijności ludzi żyjących w odosobnieniu od dworu. Przyznam, iż w moim odczuciu na uwagę zasługują nie tylko dwie główne postacie – Will i Ellie – ale również słynna, posażna lady Jane. Była to bohaterka, która doskonale zdawała sobie sprawę ze swej pozycji. Posłusznie zgadzała się ze swoją rolą, jednocześnie pragnąc czegoś więcej. Silna i zdeterminowana – miała plan na swoje życie. Podobną sympatią obdarzyłam Ellie, która była dziewczyną sprytną, inteligentną oraz odznaczała się niekiedy ciekawym, ciętym językiem. Zdecydowanie te dwie panie zyskały najwięcej moich względów w porównaniu do Willa, który był… płaski. Lektura „Alchemii miłości” była prawdziwą przyjemnością – ciężko było się oderwać od czytania! Czekałam na prostą, niezobowiązującą lekturę i otrzymałam trochę więcej, niż oczekiwałam. To dobrze świadczy o tej serii, a także zapowiada obiecujące kolejne części, na które otwarcie i szczerze czekam! Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/