3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Córki Nipponu nie płaczą

Córki Nipponu nie płaczą - Consilia Maria Lakotta Powojenna Japonia wita z „otwartymi rękoma” Amerykanów. Wśród nich znajduje się Donald Grane młody handlarz samochodami. Wkracza do tego obcego świata bez znajomości ich kultury oraz języka. By interesy szły sprawnie, zatrudnia młodych Japończyków, pełniących role jego tłumaczy. A jedną jest Yuriko. Lakotta jest mi kompletnie nieznaną autorką. Początkowo wydawało mi się, iż trafiłam na bardzo przeciętny romans, który w jakimś stopniu umili mi wieczór. Pani Consilla bowiem przedstawia nam historię Donalda oraz Yuriko, których dzieli wszystko, a łączy jedynie miłość. Tliło się we mnie poczucie nadziei, iż jednak pokusi się o głębszą tematykę i… cóż się stało? Zaskoczyła mnie! Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, iż mamy rok tysiąc dziewięćset pięćdziesiąty pierwszy – prawie po zawieszeniu broni. Ta wojna jednak odcisnęła głębokie piętno na ludziach i Lakotta pokazuje to. Powoli rozwijająca się wolność, sprzyja powstawaniu i szerzeniu nowych ideologii. Do Japonii dociera komunizm, który choć zakazany, nie jest do końca kontrolowany. Japońscy komuniści dodatkowo są antyamerykańscy, a przede wszystkim nienawidzą kapitalizmu. Jest to jedna z największych różnic między młodymi zakochanymi. Donald, jako Amerykanin, z zasady jest kapitalistą i przeciwnikiem czerwonej fali. A Yuriko… to córka komunisty, zatwardziałego w swych przekonaniach Japończyka. Chociaż temat wydaje się naprawdę genialny, wydaje mi się, iż tę powieść najbardziej zepsuła w mych oczach kreacja bohaterów. Donald był typowym Amerykaninem – nie potrafił zrozumieć Wschodu. Ponadto niekiedy miałam wrażenie, iż w jego związku z Yuriko największym problemem były właśnie jego żądania co do niej. Młoda dziewczyna miała zmienić dla niego swoją religię, uniwersytet, na którym się uczyła, czy chociażby światopogląd. A jakie oczekiwania miała młoda Japonka? Chciała, by jedynie ją kochał. W moich oczach Yuriko była bardzo tajemniczą postacią. Nie mogliśmy poznać jej do końca, a jej zachowanie często było mylnie interpretowane. Do teraz gryzie mnie kilka scen, w których zastanawiałam się, co chodzi jej po głowie. Autorka nie wyjaśniła sytuacji. Pozostawiła ją niedokończoną, a my, jako czytelnicy, możemy jedynie domyślać się, jak potoczyły się wydarzenia. Lakotta zastosowała ciekawy zabieg przeprowadzenia narracja – Donald Grane zaczyna od pewnego rodzaju spowiedzi do swego wuja. Jest już dojrzałym mężczyzną i objaśnia mu sytuację. To sprawia, iż niejako domyślamy się, jak historia skończyła się. W trakcie lektury i relacji Donalda z czasów, gdy poznał Yuriko, zapominamy o tym, iż tak naprawdę to już się zdarzyło. Opisy Lakotty są przyjemne i lekkie – mimo tego właśnie przez kreację bohaterów, nie czytałam tej książki szybko. Drugorzędną sprawą była złożona tematyka, którą autorka chciała nam wyłożyć. To również spowalniało czytanie. Niekiedy musiałam zatrzymać się i zastanowić nad przeczytaną treścią – to jednak jest zdecydowany plus! Osobiście fascynuje mnie kultura Japonii. Wydaje mi się, że autorka wybrała jeden z ciekawszych dla niej okresów – wkraczającą w nowoczesny świat, zagubioną w nim, gdyż od tak dawna była odcięta, a także wciąż z tymi stałymi, rygorystycznymi zasadami. Zachowanie Yuriko często na początku wydawało się irracjonalne – chociażby jej ślepa wiara w komunizm, który uratuje ludzi przed biedą. Z drugiej strony – może według biednych Japończyków to naprawdę było wyjście, ponieważ innego nie mieli jak poznać? Lakotta stworzyła romans z głębią. Zakończenie zaskoczyło mnie – przez długi czas byłam przekonana, iż stanie się coś zupełnie innego. Autorka zainteresowała mnie, a w niektórych momentach zmusiła do refleksji. Nie mogę jednak kłamać, ponieważ początkowo lektura zapowiadała się na bardzo lekko, a było dla mnie zdecydowanie odwrotnie. Ostatecznie jednak uważam, iż jeśli ktoś podobnie jak ja jest ciekawy Kraju Kwitnącej Wiśni i chciałby ją poznać od innej strony, tej mniej idealnej oraz zmienionej przez drugą wojnę światową, to jest to jedna z pozycji, po którą warto sięgnąć. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/