3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Urodzona o północy

Urodzona o północy - C.C. Hunter Na bardzo długo porzuciłam czytanie książek z gatunku paranormal romance, dochodząc do wniosku – nie, nie da się już zrobić nic nowego. Zostały bowiem wypracowane schematy, motywy, które można było znaleźć w każdej pozycji tego typu. Po „Urodzoną o północy” z tego względu miałam nie sięgać, jednak pozytywny odzew czytelników, skusił mnie do zapoznania się z nią. Jak się okazało – szczerze mówiąc – zmarnowałam czas. C.C. Hunter pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Mieszka aktualnie w Teksasie razem z czterema kotami, psem i… mężem – co by dopełnić ten zwierzyniec. Pisze, czyta, spędza czas z rodziną albo oddaje się swojej ostatniej pasji – robieniu zdjęć. Chętnie spotyka się ze swoimi czytelnikami i udziela rad – jak pisać. Szesnastoletnia Kylie ma teraz bardzo trudy moment w swoim życiu – umiera jej ukochana babcia, rodzice się rozwodzą, a także zrywa z nią chłopak. Wydaje jej się też, iż od tego wszystkiego zaczyna wariować – widzi bowiem tajemniczą postać, której nikt inny nie dostrzega. Dziewczyna ma już wszystkiego dość i… postanawia odpocząć w gronie rówieśników. Jak się okaże – ta jedna impreza zmieni całe jej życie. Kylie trafia po niej do obozu dla trudnej młodzieży, której z pewnością nie można określić tylko jako „trudna”. Również tutaj czuje się obco i nie wierzy, że jej miejsce jest wśród tych dziwolągów. Czy coś – lub ktoś – zdoła zmienić jej zdanie? Już sam opis powieści wskazywał na zwykły, bardzo sztampowy paranormal romance, których pełno na rynku. Tym bardziej „Urodzona o północy” ciekawiła mnie, zaskakując naprawdę dobrymi ocenami na wszelkich portalach czytelniczych. Szybko jednak okazało się, że moje oczekiwania muszę skonfrontować z rzeczywistością. Autorka bowiem zawodziła mnie prawie na każdej linii. Styl Hunter nie wyróżniał się niczym specjalnym – z pewnością sprzyjał szybkiemu czytaniu. Był bardzo prosty i przystępny w odbiorze, autorka nie bawiła się w poetyckie ubarwianie języka, przekazując rzeczywistość łatwo i z sensem. Jej opisy nie były rozbudowane. Dialogi z kolei niekiedy były bardzo specyficzne – można było wyczuć, iż brzmią drętwo, nienaturalnie. Autorka siliła się na humor w niektórych i… to zdecydowanie nie wyszło jej na dobre. Sam pomysł jest już nam znany z innych książek – Hunter wyciągnęła bohaterkę z naturalnego środowiska, wrzucając do pokręconej rzeczywistości, obozu dziwolągów. Kylie spotyka tam przeróżne stwory nadnaturalne, o których istnienia nie miała pojęcia – wampiry, wilkołaki, elfy… Zabrakło mi przez to dramatyzmu, czy jakiejkolwiek akcji w „Urodzonej o północy”. Jest to książka, która pokazuje raczej uczuciowe – na każdej linii – zmagania bohaterki. Nawet, gdy pojawia się tajemnica odnośnie obozu, jest ona spychana na drugi plan. Punkt kulminacyjny w rzeczywistości w tej powieści nie istnieje. Pozytywnym elementem fabularnym z pewnością jest historia matki bohaterki, która… jest w gruncie rzeczy logiczna – jako jedna z niewielu rzeczy w tej powieści. Szczerze mówiąc ta kobieta bardziej przypadła mi do gustu, niż pozostali bohaterzy, chociaż były jej śladowe ilości w całej książce. Postacie bowiem są niezwykle sztuczne. Kylie na początku zapowiadała się na bohaterkę twardą, która nie rozpamiętuje tak przeszłości, a przynajmniej nie płacze nad nią co kilka chwil. To wrażenie szybko się rozwiało, była ona nijaka. Nie przyciągała do siebie niczym – irytowała natomiast rozterkami sercowymi. Z plejady bohaterów, które prezentowała nam autorka w gruncie rzeczy każdą już znaliśmy z innych powieści – kto bowiem nie kojarzy jakiejś szurniętej przyjaciółki, jak chociażby Miranda, zakręcona czarownica? Zabrakło mi urozmaicenia tych charakterów. Wydaje się, iż poza jednym pozytywnym elementem – historią matki Kylie – ta książka posiada jedynie jeszcze bardzo porządne wydanie z przyjemną śliską okładką. Osobiście jestem bardzo rozczarowana poziomem „Urodzonej o północy”, a także ilością absurdu w dialogach rodem z naprawdę tanich telenowel, których nie będę przytaczać, by nie psuć komukolwiek zabawy z lektury. Żałuję, że moja przygoda z C.C. Hunter tak się zakończyła – liczyłam na oryginalną fabułę i zawiodłam się na całej linii. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/