3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Morza Wszeteczne

Morza Wszeteczne - Marcin Mortka Szczerze mówiąc bardzo długo wzbraniałam się przed jakąkolwiek tematyką piracką. Morze, bitki i szalone życie marynarzy nigdy mnie nie interesowało. Wszystko zmieniło się, gdy – po wielu namowach – obejrzałam słynnych „Piratów z Karaibów” i przyznałam rację, iż może to być naprawdę ciekawe. Jakiś czas później trafiłam na powieść Marcina Mortki „Morza Wszeteczne”, które… całkowicie zawirowały mój światopogląd! Marcin Mortka jest znanym polskim pisarzem fantasy, urodzonym w Poznaniu. Studiował skandynawistykę na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Z zawodu nauczyciel angielskiego i norweskiego, pilot wycieczek zagranicznych oraz tłumacz. Zadebiutował literacko w 2003 roku powieścią „Ostatnia saga”. Publikacja Uroborusa jest jedną z jego najnowszych historii. Kapitan Roland zwany Wywijasem zaczyna swoją przygodę tak, jak wielu kapitanów przed nim to czyniło. Uzupełnia swoją załogę w mieście portowym, Necroville, może się jednak poszczycić bandą najbardziej plugawych person na całym Morzu Wszetecznym – kroku dotrzymują mu zarówno gobliny, szamani, pół-gobliny, a także satyrzy. Wesoła gromadka jednak staje przed niezwykłym i niebezpiecznym zadaniem, gdy wkraczają na pokład Błędnego Rycerza. Czeka ich bowiem wojna – okraszona salwami śmiechu, własnymi trunkami i… gorącymi demonicami. Do tej pory miałam styczność z Marcinem Mortką jedynie przy książkach, które tłumaczył. Byłam niezwykle ciekawa, jak wypada z własnymi historiami. Tył okładki dumnie głoszący powrót „mistrza pirackiego fantasy”, nastrajał mnie tym bardziej pozytywnie. Przyznam jednak, że na początku nie byłam zachwycona. Trzeba zauważyć, iż autor wrzuca czytelnik w prawdziwy wir wydarzeń już w pierwszym rozdziale. Jest dużo, jest szybko. To wcale nie jest minus, jednak początkowo łatwo pogubić się w sytuacji i otoczeniu, które stworzył Mortka. Ten chaos rozprasza, tego nie da się ukryć – przy tak rozbudowanym pomyśle autor chciał pociągnąć czytelnika za nos i udało mu się to idealnie, niemniej mankamentem pozostało zagubienie w wydarzeniach, nazwiskach oraz miejscach. Na szczęście – można się stosunkowo szybko przyzwyczaić do rzeczywistości w „Morzach wszetecznych”. Sam styl autora jednak jest całkowicie w moim guście. Mortka bowiem pisał bardzo obrazowo – z łatwością byłam w stanie wyobrazić sobie postacie i ich zachowanie. Nie zabrakło też humoru, na którym tak mi zależało, gdyż piracka kompania właśnie z zabawą mi się kojarzyła – to też otrzymałam. Ponadto autor w bardzo umiejętny sposób manipulował tempem wydarzeń, które tak jak zaczęły pędzić w pierwszym rozdziale, nie zwalniały ani na chwilę. Ta powieść jest pełna akcji, czyta się te długie rozdziały w mgnieniu oka. Mortka przedstawił nam plejadę interesujących postaci, których nie sposób zapomnieć – nawet po zakończeniu lektury! Muszę przyznać, iż dawno nie spotkałam tak różnorodnych i oryginalnych – przez wielkie „O” – bohaterów. Nigdy nie spotkałam się z podobnymi, co mile mnie zaskoczyło. Cechuje ich nie tylko nietuzinkowy wygląd, ale również zachowanie. Kapitan Roland jest chyba najbardziej zagadkową postacią z nich wszystkich, której nie tylko wygląd, ale i przeszłość mnie zainteresowała. Jest piratem z krwi i kości – węszy podstępy, jest sprytny i – nie ukrywając – ma gadane! Bardzo pozytywnie odebrałam pomysł autora na ubarwienie tej historii motywami aniołów i demonów, których początkowo się nie spodziewałam. Dodało to „Morzom Wszetecznym” naprawdę wiele pod względem samej fabuły – była naprawdę atrakcyjna. Całą powieścią jestem niezwykle zaskoczona – w ostatecznym rozrachunku połknęłam ją w kilka dni, co w gorącym okresie maturalnym jest nie lada wyzwaniem. „Morza Wszeteczne” to historia, która nie tylko odpręża i bawi czytelnika, ale jest również bardzo dobrze skonstruowana – nawet bardziej wymagający odbiorca będzie po niej zadowolony. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na „Wyspy Plugawe”, gdyż coraz bardziej podobają mi się pirackie klimaty. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/