3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Dżuma

Dżuma - Albert Camus Chociaż często mówi się o tym, iż kobiety mają szósty zmysł, mój często zawodzi mnie odnośnie książek. Jeszcze nigdy – do tej pory – nie zdarzyło mi się, by przewidywania pokryły się z ostateczną oceną w całości. Jednak wyjątek w końcu – na nieszczęście – się znalazł. Nie jestem z tego powodu dumna, ponieważ chociaż przeczuwałam, iż „Dżuma” może mnie zawieść, nie spodziewałam się aż takiej klapy. Tymczasem gdy tylko przeczytałam tę powieść, ze wstrętem odniosłam ją do biblioteki, by natychmiast o niej zapomnieć. Także zrobię to tylko i wyłącznie raz – opowiem, co mi się w niej nie podobało i zamknę ten temat. Albert Camus to francuski pisarz, dramaturg i eseista. Przede wszystkim jednak był czołowym przedstawicielem egzystencjalizmu w literaturze. Pochodził z ubogiej rodziny robotniczej. Mimo bardzo trudnej sytuacji, udało mu się zdobyć stypendium, a także ukończyć edukację licealną. Studiował na wydziale filozofii Uniwersytetu w Algierze. Początkowo zajmował się publicystyką, pracował jako dziennikarz. Jako pisarz debiutował utworem „Obcy”. Siedem lat później wydał „Dżumę”, jednak do jego popularnych powieści należy dodać również „Upadek” oraz „Wygnanie i królestwo”. „Dżuma” to powieść-parabola, opowiadająca o epidemii w mieście Oran w 194X roku. Historia rozpoczyna się spokojnie – nikt nie spodziewał się, iż niedługo choroba pochłonie miasto, a wraz z nim większość mieszkańców. Zmienia się nie tylko organizacja życia społecznego, ale również wolności przynależne człowiekowi – nie można opuścić miasta, należy dobrowolnie poddawać kwarantannie, a także… przeciwstawiać się szaleństwu, jakie ogarnęłoby każdego w takiej sytuacji. Głównym bohaterem „Dżumy” jest doktor Rieux – postać niezwykle bohaterska, nie obawiająca się choroby, a podejmująca z góry przegraną walkę z nią. Nic nie odbierze „Dżumie” naprawdę dobrej symboliki, która mnie w sposób porażający zaskoczyła. Nigdy nie spodziewałam się, że ten ma zupełnie inną wymowę, niż dosłowną. Pod tym względem Camus bardzo mnie zadziwił swoimi odniesieniami do wojny, a również zła samego w sobie. Jak się bowiem okazuje tę historię można odbierać na wiele sposobów, co dodaje jej naprawdę wiele walorów. Słabiej z kolei wypada sama narracja w konwencji kronikarskiej, do której w innym wypadku nie miałabym zastrzeżeń. Jest to bowiem koncept, który sprawia, iż jesteśmy zainteresowani tą osobą, która spisuje dzieje Oranu, a także etapy choroby – możemy przez większą część utworu gdybać na ten temat. Jednak kronikarz bardzo często – mnie osobiście – nudził, głównie zbyt długim wdawaniem się w rozważania na temat egzystencjalnej roli człowieka na świecie, w społeczeństwie, a także samego absurdu jego życia. Chociaż takie było jedno z głównych założeń utworu, nie wpłynęło to w moich oczach na odpowiednią jego recepcję. Również język był niezwykle monotonny, nużący – brakowało mi dynamizmu sytuacji oraz jakiejkolwiek ekspresji w tekście. Niekiedy miałam ochotę opuszczać całe akapity, gdyż wiedziałam, że mnie znudzą. Przez to lektura „Dżumy” była niezwykle ciężka, mimo interesującej tematyki. Styl Camusa niestety nie przekonał mnie do siebie, odstraszył mnie już po pierwszym rozdziale i skończenie tej – krótkiej, jakby nie patrzeć – powieści graniczyło dla mnie z cudem. Udało mi się przewrócić ostatnią stronę tylko i wyłącznie z czystego uporu czytelniczego. Czas, jaki minął od przeczytania przeze mnie „Dżumy”, nie zmienił mojego zdania na temat języka, który był zbyt ciężki, jak na tak szczupłą lekturę, a może i tematykę. Nie ukrywam, iż jestem bardzo rozczarowana lekturą Camusa. Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, jednak autor kompletnie nie podołał moim oczekiwaniom. Udowodnił tym samym, iż koncept, symbolika oraz interesująca tematyka, nie są materiałem na sukces, gdyż język jest niezwykle ważny – chociaż nigdy nie najważniejszy. Nie jestem pewna, czy po „Dżumie” mam ochotę sięgnąć po jakikolwiek utwór Alberta Camusa – na razie na pewno odpuszczę. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/