3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Zdążyć przed Panem Bogiem

Zdążyć przed Panem Bogiem - Hanna Krall Literatura faktu bardzo rzadko mnie porusza. Z tego też względu sięgam po nią tylko wtedy, kiedy muszę. Tak było też w przypadku reportażu Hanny Krall, który był kontynuacją moich zmagań z literaturą wojenną. Z pewną ulgą przyjęłam grubość tej „książeczki”. Byłam przekonana, iż prawdopodobnie „przerzucę” kartki lektury na tyle szybko, bym mogła o niej zapomnieć i zakończyć tym samym zmagania z tematyką, która towarzyszyła mi przez ostatnie tygodnie. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy po przeczytaniu książki zrozumiałam, że jest to najbardziej emocjonalna i wartościowa historia, na którą mogłam trafić w szkole. Hanna Krall jest polską dziennikarką i reportażystką żydowskiego pochodzenia. W trakcie wojny straciła rodzinę, a sama uniknęła śmierci – została wykradziona z transportu. Studiowała na Uniwersytecie Warszawskim dziennikarstwo. Publikowała w wielu czasopismach – chociażby w „Polityce”, czy „Gazecie Wyborczej”. Największą sławę przyniosła jej książka „Zdążyć przed Panem Bogiem”, czyli zapis bardzo osobistej rozmowy przeprowadzonej z Markiem Edelmanem, ostatnim żyjącym przywódcą powstania w getcie warszawskim. „Zdążyć przez Panem Bogiem” jest literackim dokumentem, swoistą biografią Marka Edelmana – zastępcy komendanta ŻOB-u, słynnego kardiochirurga. Przeprowadzona z nim rozmowa jest jednym z najważniejszych świadectw obrazujących likwidację getta warszawskiego. Dziennikarka stwierdziła, iż niedawno zmarły Marek Edelman miał ambicję, by „zdążyć” – czy to podczas wojny, czy też w swojej pracy lekarza – i prześcignąć Boga, dodając człowiekowi miesiąc, może dwa miesiące życia. Książka ta cieszy się dużą popularnością nie tylko w Polsce, została również przetłumaczona na wiele języków. Już od pierwszych stron „Zdążyć przed Panem Bogiem” wiedziałam, iż będzie to lektura inna niż te, które miałam okazję poznać. Uderzył mnie przede wszystkim styl pisania czy też raczej rozmiejscowienie akcji – autorka bowiem, tak jak to w rozmowach bywa, nie zachowuje żadnej chronologii. Ten zabieg ma zarówno swoje zalety, jak i wady. Wydarzenia, o których jest mowa w tekście, miały miejsce dawno i nie są nam tak bliskie. A spora dawka informacji wraz z dygresjami powoduje, że trudno jest nam je umiejscowić na osi czasu. Z drugiej strony trudno odmówić Hannie Krall doskonałego warsztatu dziennikarskiego. Autorka niczego nie upraszcza, przedstawia rozmowę taką, jaką w rzeczywistości ona była. Ten brak chronologii prawdopodobnie jest zgodny ze swobodą wypowiedzi Edelmana i gonitwą myśli, jaka mu wówczas towarzyszyła. To niezwykle oszczędna w słowach, ale przez to bardzo wyrazista relacja naocznego świadka. Jednak to nie sam warsztat reportażu Hanny Krall sprawia, iż ta książka jest wyjątkowa. Odnoszę wrażenie, że zabieg językowy nie jest tak istotny, jak poruszająca do głębi historia. Ważne jest to, jak Edelman mówi o powstaniu w getcie. Nie postrzega tego wydarzenia w kategoriach wyczynu bohaterskiego, ale konieczność, która miała zagwarantować powstańcom godne umieranie. Temat godnej śmierci przewijał się przez cały utwór, powracając niczym refren – podobnie zresztą jak wspomniany wyścig z Bogiem. Samo ujęcie śmierci przez Edelmana jest niecodzienne, jednak całkowicie zrozumiałe. Śmierć ma mieć przede wszystkim wymiar ludzki. Fragmenty poruszające ten problem są chyba najbardziej wzruszające, prowadzą do wniosku, iż kilkadziesiąt lat temu wojna odbierała ten przywilej. „Była z nimi dziewczyna, Ruth. Siedem razy strzelała do siebie, zanim trafiła. Duża, ładna dziewczyna z brzoskwiniową cerą, ale zmarnowała nam sześć naboi.” Sposób mówienia o śmierci nie poruszył mnie już tak mocno w tekstach Borowskiego czy Herlinga-Grudzińskiego. Gorycz słów Edelmana sprawiła, że nie mogłam przejść obojętnie wobec sposobu przedstawienia bezimiennych ofiar. To, z jaką ironią mówił o Korczaku, którego wszyscy znają, wspominał dziewczynę, która poszła na śmierć za matką, powodowało, że byłam wstrząśnięta. Edelman wspomina anonimowych bohaterów getta, których my nie znamy – oni jednak istnieli, tak jak my istniejemy teraz. Niezwykłe ujęcie reportażu Hanny Krall sprawia, iż czyta się go z rosnącym zaciekawieniem. Mimo trudności związanych z ogarnięciem chronologii wydarzeń, nagle dostrzega się to drugie dno i celowość takiego zabiegu. I nie, nie jest to mankament, a ogromna zaleta. W zasadzie dopiero po przeczytaniu książki dociera do nas sens utworu, który zmusza do myślenia. Takich lektur, które odbierają niemal mowę, potrzeba zdecydowanie więcej. „Przecież nie piszemy historii. Piszemy o pamiętaniu.” Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/