3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Blask fantastyczny

Blask fantastyczny - Terry Pratchett Istnieją książki, po które sięgam tylko w jednym stylu – mają mnie odprężyć. Szukam wtedy lektury lekkiej, ciekawej i – co najważniejsze – zabawnej. Jakiś czas temu odkryłam, że do tego opisu idealnie pasuje seria „Świat Dysku” Pratchetta. Chociaż jestem dopiero na początku przygody z jego cyklem, wiem jedno – on zadziwia z każdą kolejnym tomem. Ba, stroną! Terry Pratchett debiutował w wieku trzynastu lat w szkolnej gazetce. Porzucił edukację, by zarabiać jako dziennikarz. Pisanie traktował jako hobby do czasu, gdy napisał pierwszą część z serii „Świat Dysku” – „Kolor magii”. Ta powieść przyniosła mu ogromny rozgłos. Był wielokrotnie nagradzany – między innymi otrzymał nagrodę British Book Awards. Znany jest na całym świecie jako autor prześmiewczych powieści fantasy – tych „najzabawniejszych i najbardziej nieortodoksyjnych historii w tej i wszystkich innych galaktykach”, jak reklamuje go wydawnictwo Prószyński i S-ka. Choruje na rzadką odmianę choroby Alzheimera. Świat Dysku stoi na skraju zagłady – wielki żółw A’Tuin zmierza w stronę tajemniczej czerwonej gwiazdy. Istnieje tylko jedna osoba, która może odwrócić ten bieg. Paradoksalnie nie jest to silny, potężny mężczyzna o niezwykłych umiejętnościach, a… mag-nieudacznik, Rincewind, którego ostatnio widziano jak spadał z krawędzi świata. Magicznie ściągnięty z Kosmosu, staje się obiektem polowania wszystkich Obrządków Magicznych, próbujących zdobyć ukryte w jego myślach Zaklęcie. Rincewind jednak jeśli coś umie dobrze – to uciekać. Moje zauroczenie po „Kolorze magii” do tej pory nie minęło i wciąż wspominam lekturę z uśmiechem na twarzy. Twórczość Pratchetta jest niezwykle oryginalna – przyciąga nie tylko barwną okładką, ale również taką samą treścią. Bez wątpienia są to historie dla ludzi o otwartych umysłach – jedni bowiem go nienawidzą, inni ubóstwiają. Ja należę zdecydowanie do tej drugiej grupy. Już od pierwszych stron, rzuca się w oczy niezwykła stylistyka Pratchetta. Jest to powieść fantasy w bardzo krzywym zwierciadle – to karykaturalne spojrzenie na ten gatunek bardzo mnie przyciąga. Autor kpi z wielkich czynów, z magii, a nawet z zasad fizyki i zdrowego rozsądku. Jednocześnie to prześmiewcze przedstawienie nie czyni w moim odczuciu parodii z serii „Świata Dysku” – tworzy raczej nieszablonową opowieść. Opisy Pratchetta nie są tak szalone, jak może na to wskazywać okładka – na której nie ukrywając, dużo się dzieje. Są one pełne humoru i anegdot, poprowadzone w gawędziarskim stylu, który kojarzy mi się zawsze ze starymi opowieściami. Ta tworzy swoisty urok, ale ta specyfika nie jest minusem, lecz ogromna zaleta. Dodatkowo autor dba o tempo akcji, które przyspiesza z każdą stroną, nie pozwalając znudzić się wtrąceniami. Nie trudno się domyśleć, że również sam pomysł jest bardzo oryginalny przy takiej stylistyce. Pratchett przeczy wzorcom, zadziwiając czytelnika z każdą stroną. Nigdy nie wiemy, co stanie się po przerzuceniu kartki. Wyjął z powieści fantastycznych utarte schematy, które zmienił w taki sposób, że stały się czymś innym – odrębnym i interesującym. Również postacie, które stworzył Pratchett są nietuzinkowe. Nieudolny mag Rincewind jednak nie zdobył mojego serca w taki sposób, jak zrobił to jego ekscentryczny towarzysz – Dwukwiat. Ten turysta dostarcza wielu powodów do śmiechu, gdyż patrzy na świat przez różowe okulary. Nie można również pominąć Bagaża, który podąża za nim jak wierny pies, czy też bardzo realnej personifikacji Śmierci. Nadal jednak widać niewielkie dociągnięcia w „Blasku fantastycznym”, gdyż jest to początek kariery autora. Niekiedy humor jest dość prosty, co jednak nie przestaje intrygować i zachęcać do dalszego czytania. Bez wątpienia bowiem tom drugi jest bardziej konkretny od „Koloru magii”, gdzie autor dopiero „uczył się” pisać. Od początku do końca Pratchett stworzył historię oryginalną, którą nie sposób porównać z żadną inną. Nadal jednak podwyższam mu poprzeczkę, czekając na ten tom, który zachwyci mnie w każdym calu. Wciąż jestem oczarowana i wiem, że będę z niecierpliwością brnąć dalej w ten cykl. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/