3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator

Modlitewnik amerykański. Luizjański blues. Viator - Lucius Shepard Chyba każdy z nas posiada wydawnictwa, którym względnie ufa, że „wydają dobre książki”. Dla mnie zdecydowanie taki jest MAG i od bardzo dawna miałam ochotę rozpocząć przygodę z ich „Ucztą Wyobraźni”. Zachęcona innymi książkami spod ich znaku czułam, że również ten cykl mi się spodoba. W taki oto sposób trafił do mnie zbiór opowiadań Luciusa Sheparda – jak mogłam się bowiem oprzeć takiej kuszącej okazji? Lucius Shepard jest jednym z bardziej wyróżniających się autorów amerykańskich w gatunkach science-fiction, fantasy i horror. Największym zainteresowaniem cieszą się jego ostatnie powieści – „Trujillo”, „Modlitewnik amerykański”, a także „Viator”. Otrzymał między innymi nagrodę Johna W. Cambella. Aktualnie mieszka w Vancouver. Książka zawiera w sobie trzy utwory Sheparda – wspomniany już „Modlitewnik amerykański” i „Viator” oraz „Luizjański blues”. Chociaż początkowo wydaje się, że historie nie są ze sobą połączone, łatwo można znaleźć analogie – akcja bowiem zawsze rozgrywa się w małych miasteczkach, w duszącej atmosferze wśród hermetycznej społeczności. W „Modlitewniku amerykańskim” poznajemy właśnie autora tej pozycji – Wardlina Stuarta. Odsiadując wyrok odnalazł sposób na modlitwę, która faktycznie się spełnia. Z przestępcy zmienia się w gwiazdę po wydaniu zbioru utworów. Jednak bóg, do którego zwraca się Wardlin nie tylko spełnia najskrytsze pragnienia z jego modlitw, przyjmuje on nawet żywą postać. Równocześnie na drodze Stuarta staje oszalały kaznodzieja, któremu nie podoba się działalność byłego więźnia. Luizjańskie Grail jest mieściną leżącą jakby poza ramami rzeczywistości – płynie leniwym rytmem, z własnymi zasadami. Mieszkańcy wierzą w Dobrego Szarego Człowieka, który to obiecał im powodzenie i pomyślność, jeśli będą wierni tradycji, która niekiedy… jest bardzo brutalna. Zwieńczeniem tomu jest opowieść o czterech mężczyznach, do których nareszcie uśmiechnął się los. Zakwaterowani na pokładzie Viatora, szukają surowców do odzysku. Jednak frachtowiec nie jest zwykłym statkiem. Thomas Willander, niejaki szef i kapitan, obserwuje zmiany wśród członków załogi, którzy zaczynają dziwnie się zachowywać. Zafascynowani urokiem Viatora nie mają zamiaru go opuścić… Byłam pełna nadziei, co do pierwszego opowiadania, które równocześnie było najdłuższym z całego zbioru. Przez połowę „Modlitewnika amerykańskiego” przemknęłam jak burza. Zafascynował mnie bardzo dokładny, wnikliwy styl autora, to jak wchodził w różne tematy społeczne i psychologiczne. Chyba właśnie ta technika – drobiazgowej analizy – jest jednym z ogromnych plusów, który charakteryzuje wszystkie utwory Sheparda. Również sam pomysł był bardzo oryginalny, jednak jego wykonanie ostatecznie zaczęło mnie męczyć. Warto zauważyć, iż przy pięknym języku autora, po dłuższym czytaniu irytuje brak wyrazistej akcji. Bogactwo wtrąceń, wręcz gawędziarski styl, sprawiał, że nawet w szybszych momentach sytuacji, analiza przez bohatera bardzo spowalniała tempo. Shepard zaskoczył mnie natomiast „Luizjańskim blusem”, o którym rzadko wspominały inne recenzje. Autor skupił się na wydarzeniach nocy świętojańskiej i łączył je bardzo z mistycznymi rytuałami, tworząc unikalną, niepokojąco-sensualną atmosferę. W moim odczuciu tak dogłębne zadbanie o klimat historii, wyszło na ogromny plus. Również sama psychologia w tym utworze była na dobrym poziomie – autor podobnie jak w „Modlitewniku amerykańskim” zadbał o głęboki rys bohaterów, a także nakreślenie relacji międzyludzkich. Zarówno obserwacje, jak i filozoficzne, moralne postawy postaci bardzo mnie zaintrygowały. Pomysł na fabułę jednak nie był odkrywczy, gdyż powtórzył się motyw zamkniętej społeczności – tak charakterystyczny dla wszystkich tych opowiadań Sheparda, jak i ogólnie znanych w literaturze powieści. To nie pierwsza taka historia, ale na pewno ciekawie wykonana. Do „Viatora” z kolei mam bardzo mieszane odczucia, odkąd tylko usłyszałam, iż jest najlepszy ze wszystkich trzech utworów przedstawionych w tym zbiorze. Również tutaj Shepard wprowadził duszącą atmosferę, jednocześnie bardzo udziwniając akcję. „Viator” bez wątpienia był opowiadaniem, które mieszało realistyczne wydarzenia ze snami – ciężko było odróżnić oniryczne wizje od rzeczywistości, z czym też miał problem główny bohater. Byłam poniekąd rozczarowana tym, iż autor nie pokusił się o stworzenie jakiejś odmiennej postaci, gdyż po przeczytaniu jego trzech opowiadań, miałam wrażenie, iż każdy z nich był niemal taki sam, chociaż mieli inną przeszłość i byli wciągnięci do innego środowiska. Z drugiej strony bardzo zaskoczyła mnie jednakowa maniera językowa autora, którą zaliczam do niezwykłych pozytywów tej powieści. Widać, iż Shepard ma ukształtowany styl i trwa przy nim, dzięki czemu nie doświadczyłam nieprzyjemnych przepaści między budową opowiadań. Zazwyczaj nie jestem przekonana do zbiorów różnych historii i tak było też tym razem. Jak się okazało – moje obawy były poniekąd słuszne, gdyż kiedy już wciągałam się w jedno z opowiadań, następowało kolejne. W pewnych momentach żałowałam, iż autor nie skupił się na jednym, dając spójną, bogatą historię. Mam mieszane uczucia po lekturze tej pozycji, jednak jeżeli ktoś jest miłośnikiem głębokiej analizy, ciężkiej atmosfery i bogatego języka, bez wątpienia będzie to dla niego „uczta”. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/