3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Badacz potworów

Badacz potworów - Rick Yancey Chyba każde dziecko boi się potworów. Tworzymy je w myślach, a potem mieszkają one pod łóżkiem, sprawiając, że w nocy nie chcemy wyjść spod kołdry. Co jednak, gdyby się okazało, że nie jest to czysta fikcja, a nasze najgorsze koszmary żyją, a w dodatku nie lubią urozmaiconej diety i preferują ludzkie mięso? Taką wizję przedstawia Rick Yancey w „Badaczu potworów”. Rick Yancey jest autorem kilkunastu powieści, które zostały przetłumaczone na dwadzieścia języków. Był wielokrotnie nagradzany – „Badacz potworów” otrzymał nagrodę Micheala L. Printza. Polscy czytelnicy jednak znają Yanceya głównie z wydanej w ostatnie wakacje „Piątej fali”, która jest jego ostatnią powieścią. Prywatnie Rick mieszka z żoną, dwoma synami i – jakby przeciwstawiając się stereotypom – psem na Florydzie. Will Henry dotrzymał obietnic i nie wyjawił tajemnic swego mistrza – doktora Warthropa. Ten jednak nie żyje od czterdziestu lat, a teraz już dorosłego mężczyznę nachodzi refleksja o jego życiu – o tym, kto ocalił jego życie, a także kto obdarzył go tą „klątwą”. Tak rozpoczyna się jego historia – sieroty przygarniętego przez tajemniczego doktora, który pod pozorem zwykłej pracy zajmował się tropieniem potworów. W atmosferze grozy Will szybko przyzwyczaił się do nocnych wizyt, szemranych interesów i dziwnych gości. Jednak pewnego dnia do ich domu przywiezione zostaje ciało młodej kobiety, częściowo pożarte przez nadludzką istotę – antropofaga. Nagle potwory nabierają realnych kształtów. Seria była niezwykle zachwalana za granicą, więc niesamowicie ucieszyłam się, gdy tylko zobaczyłam, iż zostanie wydana w Polsce. Tym bardziej zacierałam niecierpliwie ręce, bo była to powieść Ricka Yanceya, który oczarował mnie „Piątą falą”. Z drugiej strony byłam ciekawa, czy spodoba mi się pomysł autora, który był dość niecodzienny – potwory bowiem nie są popularnym tematem aktualnie w literaturze i nie potrafiłam sobie wyobrazić, że mogłabym się chociaż trochę bać przy tej lekturze. Wygląda ona przecież bardzo niepozornie – dość zabawna okładka, ostrzeżenie o nocnych koszmarach i cała to otoczka stwarzała dość prześmiewczą oprawę. Och, w jakim byłam błędzie… Atmosfera powieści była naprawdę nietuzinkowa. Już od pierwszych stron okazało się, że autor nie robi żartu z czytelnika, a jego powieść – chociaż dla młodzieży – będzie ciekawym dreszczowcem. Warto dodać, że historia ta jest spisana z niejakich dwóch perspektyw – osoby, która czyta dziennik Will, a także samego bohatera. Co ciekawe bardzo rzadko przypominałam sobie o tym fakcie, gdyż autor bardzo wciągał czytelnika w historię – w taki sposób, iż stawaliśmy się nie tylko obserwatorami, ale również uczestnikami wydarzeń z życia dwunastoletniego chłopca. Styl Yanceya zachwycił mnie jednak w tej historii nieco bardziej niż w „Piątej fali”. Tym razem autor oprócz stworzenia idealnego klimatu, doprowadził mnie do skrajnych emocji. Jego opisy były żywe, gdy pisał, iż coś cuchnęło, miałam wrażenie, jakby swąd docierał z kartek do moich nozdrzy, a niewielu pisarzy może pochwalić się taką umiejętnością. Ponadto Yancey może się poszczycić również niezwykłą zdolnością do dynamizowania akcji, gdyż była ona niezwykle szybka i dramatyczna. Niejednokrotnie łapałam się na tym, że zaciskam z niecierpliwości i podniecenia ręce, prawie gnąc kartki, chociaż szybko starałam się opanować reakcje. Zwłaszcza, że autor w bardzo naturalistyczny sposób omawiał krwawe zbrodnie oraz same potwory, nie pozostawiając na nich suchej nitki. To właśnie ten zabieg najbardziej mną wstrząsnął i sprawił, że po zdjęciu soczewek – a mam tak dużą wadę wzroku, że nie widzę dalej niż czubek mojego nosa! – bałam się zasnąć, bo mój umysł tworzył iście dantejskie obrazy inspirowane „Badaczem potworów”. Moją sympatię zaskarbił sobie w szczególny sposób Pellinore Warthrop – doktor o niezwykłej pasji, a także ciekawym podejściu do świata. Wyróżniał się on tle innych postaci z całą mocą, gdyż był bardzo sprzeczny. Tak bardzo jak potrafi być tylko żywy człowiek, co ujęło mnie niepowtarzalny sposób. „Badacz potworów” nie bez powodu ma z tyłu okładki ostrzeżenie – tę powieść czyta się „na własną odpowiedzialność”. Ona faktycznie straszy, a przy tym bardzo zaskakuje odważnymi pomysłami oraz naturalistycznymi opisami. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na drugą część, bo już wiem, że warto! Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/