3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Mistrz i Małgorzata

Mistrz i Małgorzata - Michaił Bułhakow Jedni na dźwięk słowa „lektura” – wzdrygają się. Drudzy… są zaciekawieni. I ja właśnie należę do drugiej grupy, gdyż do każdej swojej lektury podchodzę z entuzjazmem i czytam, bo wedle mojej zasady „książka to książka”. Kiedy natomiast dowiedziałam się, że musimy zacząć czytać „Mistrza i Małgorzatę”, zakupiłam egzemplarz i z wielką radością zaczęłam czytać. Od tak dawna chciałam zacząć ją czytać! Michaił Bułhakow był synem profesora Akademii Duchownej, ukończył medycynę na Uniwersytecie Kijowskim. Porzucił jednak ten zawód i przez pewien czas pracował na wydziale sztuk, a także współpracował z redakcją miejscowej gazety. W 1921 roku przeniósł się do Moskwy, gdzie też zmarł. Pisał utwory satyryczne – społeczno-polityczne, wyrażane często przez fantastyczną groteskę. Nad „Mistrzem i Małgorzatą” – bez wątpienia jedną z najgłośniejszych jego powieści – autor pracował całe życie. Ciężko zaklasyfikować tę powieść, czy też ją opisać. Jest to dzieło klasyki literatury rosyjskiej – ba, światowej! Zadziwiająca mnogość tematów i interpretacji – znaleźć w niej można odniesienia do kondycji sztuki, jej propagandowej części, konflikt prawdziwego twórcy z otoczeniem, motyw walki dobra ze złem, a także satyrę na otaczającą bohaterów – jak i samego autora – radziecką rzeczywistość. I to i tak mała część tego, co można odnaleźć w „Mistrzu i Małgorzacie”! Wszystko to w jednej powieści, scalającej w sobie wiele motywów, różne gatunki i coś, co przemawia również do współczesnych czytelników. Pewnie jak wielu interesujących się fantastyką, byłam zainteresowana tą powieścią, którą wielu mi polecało. Raz już próbowałam po nią sięgnąć – o, zgrozo! – w podstawówce i wtedy… rzecz jasna, nie przebrnęłam przez nią. Mimo wszystko wciąż wiedziałam, że o ile sama się nie zmuszę do przeczytania, to zrobi to edukacja – tak też uczyniła. Już od pierwszych stron rzucił mi się w oczy ciekawy sposób narracji autora – jego język jest tak współczesny, że książkę czytałam prawie w przeświadczeniem, iż jest to jakaś „gorąca nowość”! Nic bardziej mylnego – autor przeprowadza niezwykłą grę z czytelnikami, opowiada, rzuca anegdotami. Przy tym całość jest niezwykle płynna, nie miałam wrażenia, iż wspomniane anegdoty, poboczne wątki, kłócą się z główną! Stwarzało to wszystko bardzo wielowymiarową rzeczywistość. Również warto zauważyć, że oprócz tak niezwykłej kreacji rzeczywistości, ten język jest plastyczny, dokładny i… zabawny. W końcu historia niejako kręci się wokół szatana Wolanda oraz jego świty – błazeńskiej, można by było powiedzieć. Ten humor napędza całą powieść – zarówno w narracji, wspomnianej już grze z czytelnikami, w czynach szatańskiej świty, czy też języku postaci. To satyryczny obraz społeczeństwa rosyjskiego, gdzie gdy lokator zniknie, pojawiają się na biurku zarządcy kamienicy listy z propozycjami przejęcia mieszkania; gdzie w jednej chwili jesteś w Moskwie, w drugiej na Jałcie; gdzie jesteś pięknie odziany, a…. zaraz już nie. Jednak kim są tytułowi bohaterowie? Wspomniana mnogość – właściwie wszystkiego – sprawiła, że w „Mistrzu i Małgorzacie” znajdziemy również wątek romantyczny. Nie tak banalny jak w współczesnych powieściach, ale głęboki, prawdziwy. Przyznam, że było to dla mnie spore zaskoczenie, zwłaszcza, że postać Mistrza była… niespodziewana, nie byłam pewna kim on jest. Bo właśnie za postacie Bułhakowi należą się ogromne brawa! Nie tylko świata – gadający kot Behemot został moim ulubieńcem! – Wolanda, sam szatan, Małgorzata, Mistrz została dopracowana do ostatniego szczegółu. To oczywiste, że byli wymiarowi, żywi – z krwi i kości, realni do bólu, czego często mi brakuje podczas lektury. Również te poboczne zostały świetnie skonstruowane i uwierzcie… z tymi postaciami można by było się zaprzyjaźnić. Nie będę oryginalna, ale poświęcę akapit Wolandowi, gdyż była to postać niezwykła, która nawet niejako skłania mnie do zmiany tematu maturalnego! To postać zmienna – chociaż był szatanem, spełniał w jakimś stopniu rozkazy najwyższego. Stworzony do zła, ciągle dobro czynił. Stąd też cytat z „Fausta” Goethego, motto powieści. Drugi trzon powieści stanowi historia Mistrza – jego powieść o Jeszui i Poncjuszu Piłacie. Nie jest to historia ciągła, rozdziały nie następują jeden po sobie, a rozrzucona jest po całym „Mistrzu i Małgorzacie”. Powieść Mistrza, które nie powinna powstać, gdyż ZSRR to kraj ateistów i za napisanie jej autor musiał zapłacić wysoką cenę. Ale skoro nie ma Boga, to nie byłoby też szatana? A Woland udowadnia wielokrotnie swoją obecność. Książka była cudowna, taka jakiej się właśnie spodziewałam. Słyszałam zachwyty i do tych zachwycających się nią dołączam. „Mistrza i Małgorzaty” nie nazwałabym przymusem edukacyjnym – owszem, czytałam na potrzeby szkoły, ale… przeczytam jeszcze raz i jeszcze raz! Coś czuję, że ta książka nie może mi się znudzić. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/