3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Kolor magii

Kolor magii - Terry Pratchett W dwóch wypadkach wyjątkowo ciężko mi zacząć pisać opinię o książce. Pierwszą trudnością jest fakt, że autor jest niesamowicie znany, lubiany i ma naprawdę wielu fanów. Kolejnym problemem jest powieść, która… powaliła mnie na kolana, kazała przeturlać się i wrócić do lektury. Właśnie z tym zmagałam się w myślach, gdy skończyłam lekturę „Koloru magii” Pratchetta. Nie ukrywam – to nie jest moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Sięgnęłam po Pratchetta, mając zaledwie jedenaście lat i było to dla mnie… rozczarowanie. Wychodzę z założenia, że nie zrozumiałam tamtej powieści – widziałam sens jedynie w dosłownym humorze. Mimo wszystko, po tylu latach, siedziało we mnie jakieś przekonanie – „Musisz to przeczytać!”. Dodatkowo potrzebowałam lektury, która odprężyłaby mnie, a także rozbawiła w te jesienne, zimne wieczory. Wybór padł na pierwszą część „Świata Dysku” i… przepadłam. Terry Pratchett debiutował jako trzynastolatek w szkolnej gazecie. Porzucił szkołę, by zarabiać jako dziennikarz. Pisanie traktował jako hobby do czasu, gdy napisał pierwszą część z serii „Świat Dysku” – „Kolor magii”. Ta powieść przyniosła mu ogromny rozgłos. Był wielokrotnie nagradzany – między innymi otrzymał nagrodę British Book Awards. Znany jest na całym świecie jako autor prześmiewczych powieści fantasy. Choruje na rzadką odmianę choroby Alzheimera. Na grzbiecie ogromnego żółwia A’Tuina, stoją cztery słonie, podtrzymujące świat w kształcie dysku. Ten świat charakteryzuje się ośmioma porami roku, czy też ośmiodniowym tygodniem. To właśnie ta rzeczywistość odznacza się niezwykłą magią. Poznajemy Rincewinda – maga, nieudacznika, który w istocie magiem nie jest. Wygodnickiego mężczyznę, który gdy tylko widzi okazję, woli uciec niż stawić czoło przeciwnościom Losu. Wszystko zmienia się jednak wraz z pojawieniem Dwukwiata – niezwykłego turysty z kontynentu Przeciwwagi. To on ściąga kłopoty na maga, który musi zostać jego przewodnikiem. Książki Pratchetta – co muszę wspomnieć – odznaczają się niezwykłymi okładkami, które mają swoich zwolenników, a także przeciwników. Nie ukrywam, że należę do pierwszej grupy, która jest oczarowana ilością kolorów, a także chaosem. Właśnie to drugie przyciągało mnie najbardziej – szalona okładka to szalony środek? W istocie – miałam poniekąd rację, gdyż „Kolor magii” odznacza się ogromnym chaosem treści. Niestety, jest to również w moim odczuciu wada – jedyna, jaką znalazłam. Niekiedy gubiłam się w akcji, autor wrzucił nas do świata gotowego z naprawdę skomplikowanymi zasadami i ciężko było się odnaleźć wśród takiego ogromu informacji na pierwszych stronach. Na szczęście potem powoli dotarła do mnie treść – zaczęłam orientować się, jakimi zasadami kieruje się „Świat Dysku”. Moje serce zdobyła akcja, naprawdę nie nudziłam się podczas lektury. Choć początkowo powolna, szybko się rozkręciła. Zmuszałam się do dawkowania kolejnych podrozdziałów, by nie skończyć tej powieści za szybko, a rzadko mi się to zdarza. Mimo tego książkę pochłonęłam błyskawicznie! Pióro Pratchetta faktycznie może się nie spodobać każdemu. Mnie przypadło do gustu – było lekkie, z anegdotami oraz humorem, o którym tak wiele słyszałam. Z drugiej strony – ta specyfika może razić. Ciężko scharakteryzować to, jak autor pisał. Zaskarbił moją miłość dziwnym zjawiskiem – niejako skrótową narracją, ale równocześnie bogactwem opisanego świata. Nie będę oryginalna, gdy powiem, że główną zaletą „Koloru magii” był sam pomysł. Świat, który Pratchett stworzył jest bogaty w niespodzianki oraz w magię. Połączył niejako schematy fantasy z humorem. Wyszła z tego ciekawa mieszanka, która zadziwia, gdyż te „schematy” nagle stały się… oryginalne! Podobnie pokochałam postacie – moją sympatię zaskarbił sobie Rincewind, którego imienia do tej pory nie wiem, czy dobrze wymawiam. Ten mag w swym tchórzostwie stwarzał wiele zabawnych sytuacji, w czasie zagrożenia, które sprowadził na niego Dwukwiat. Turysta zaskakiwał mnie swoją naiwnością, a także tym, że tak łatwo się zachwycał. Pratchett sprezentował nam naprawdę oryginalne postacie, których… chyba nie da się nie lubić. To jedynie wstęp do serii, zachęcający wstęp – w gwoli ścisłości. Całkowicie mnie przekonał, by kontynuować swoją przygodę z Pratchettem i coś czuję, że nie zrezygnuję. Jestem zachwycona! Humorem, oryginalnością i bohaterami, a to naprawdę dobry początek. Chapeau bas, autorze! Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/