3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Tancerze Burzy

Tancerze Burzy - Jay Kristoff Swego czasu byłam wielką fanką Japonii – anime, mangi, książki o kulturze tego kraju – w to mi graj! Z biegiem czasu mój zapał niejako osłab, jednak wciąż z nostalgią wspominam tamte czasy i nadal lubię tematycznie do tego powrócić. Gdy tylko zobaczyłam „Tancerzy burzy” wiedziałam, że muszę to przeczytać! Jednocześnie – postawiłam wysokie wymagania tej lekturze i trochę bałam się, że będę mocno rozczarowana. Nie będę Was długo trzymać w niepewności – jestem zachwycona tą lekturą! Jay Kristoff nie wierzy w szczęśliwe zakończenia. Mieszka w Melbourne wraz ze swoją kung-fu małżonką. Jego debiutancka powieść łączy w sobie inspirację Japonią wraz ze steampunkiem – oczarowała ona czytelników. W październiku ukazała się kolejna część serii „Wojny lotosowej”. Yukiko żyje w niezwykle zniszczonym świecie, który chyli się ku upadkowi. Shima jest na krawędzi kryzysu ekologicznego i społecznego. Wyspy obrośnięte krwawym lotosem niszczą ekosystem, co zagraża życiu ludzi – głównie tych, których nie stać na nowoczesne aparaty tlenowe. Shima dusi się pod uciskiem kapryśnego, a zarazem okrutnego szoguna. Tym razem chce on zbudzić legendy, a wraz z nim – arashitorę, tygrysa gromu. To zadanie otrzymuje Czarny Lis, Masaru, a wraz z nim – Yukiko, jego córka. Wyruszają w niebezpieczną podróż, która może zmienić los ich świata. Czy uda im się obudzić legendę? Byłam bardzo podekscytowana lekturą tej powieści – zostawiłam ją niejako na okres, w którym wiedziałam, że będę potrzebować do czytania czegoś dobrego. To było spore ryzyko. Wielokrotnie oczekując tak jakiejś książki, zawodziłam się. Tym razem jestem w szoku, że mam właściwie dwa zastrzeżenia do tej historii. Jay Kristoff oczarował mnie! Sam pomysł jest naprawdę świetnie skonstruowany, nigdy z podobnym się nie spotkałam. Autor miał konkretną wizję swojego świata, dopracował go. Był w tym konsekwentny, co bardzo mi się spodobało. Mankamentem może być natomiast to, jak przedstawił Shimę – dosłownie „wrzuca” czytelnika w wir dopracowanej rzeczywistości, po której ciężko się poruszać. Na szczęście dezorientacja mija po kilku rozdziałach, ale jest to dość typowy błąd, który zaczyna irytować. Bardzo spodobała mi się druga strona „monety”, jeśli chodzi o szybkie wprowadzenie czytelnika w akcję. Dzięki temu – w moim odczuciu – wydarzenia szły naprawdę sprawnie. Autor budował niezwykłe napięcie, historia pędziła do przodu i nie sposób było się nudzić. Warto zauważyć, że moje serce zaskarbiły sobie dodatkowo dokładne, plastyczne opisy. Autor miał niezwykłe pole do popisu – zniszczony, brzydki świat. Wykorzystał szansę, by zadziwiać i obrzydzać. Gdy pisał o duszącym powietrzu, krwawym lotosie, która jest jak zaraza, wręcz czułam piekący dym, dławiący odór. Ten realizm zadziwił mnie, zwłaszcza, że autor poszedł nie tylko w tę stronę – potrafił również opisać rzeczy, które są piękne. Te nieliczne sceny, gdzie bohaterka ma szansę podziwiać dawno zapomniane krajobrazy, pokazują inne oblicze pióra Kristoffa. Kiedy fabuła, styl i tempo akcji bardzo przypadną mi do gustu, często słabiej wypada ocena bohaterów. Kristoff zaskakiwał mnie nie tylko realizmem samego świata, ale również tym, iż jego postacie są bardzo prawdziwe, ludzkie. Zarówno Masaru, ojciec głównej bohaterki, Yukiko, czy też ich kompani są stworzeni od podstaw – mają swoją historię, która na nich wpłynęła, są oryginalni i niepowtarzalni. Podczas czytania wytwarzają się naturalne sympatie do bohaterów, a także odwrotnie – z tą różnicą, że w tych relacjach czytelnik-postać to ma jakieś podłoże. Yukiko to dziewczyna niezwykle silna, dzięki temu co doświadczyła przez los (czy raczej lotos).Wykazuje niezwykłą odwagę, a także empatię. Nie zgrywa bohaterki, nie wierzy w legendy – wszystko zmienia się, gdy pojawia się arashitora. Dziewczyna staje się zdecydowana, a także mściwa! Nie jest to wymuszona przemiana, wszystko ma w niej cel. Wspomniałam o dwóch wadach „Tancerzy burzy”. Pierwszą z nich było nieumiejętne wprowadzenie czytelnika w akcję, drugą – powielenie motywu. O ile Kristoff utrzymywał poziom oryginalności, jedna rzecz cały czas kojarzyła mi się pod pewnym względem z filmem „Wojna światów”. Krwawy lotos był niesamowicie podobny z krwawą rośliną/mazią z tej produkcji. Jak się potem okazało – te dwa czerwone ohydztwa są prawie identyczne. Mimo wszystko te dwa błędy zginęły w natłoku wydarzeń – atrakcyjność „Tancerzy burzy” polega na dobrym koncepcie, zaskoczeniu i szybkiej akcji. Spełniła każde moje oczekiwania, co do lektury inspirowanej na Japonii – razem z wtrąceniami japońskich słówek, które, jak się okazało, nieźle kojarzę. Nie mogę się doczekać drugiego tomu i co mogę powiedzieć – mam nadzieję, że pojawi się więcej tak wciągających książek na polskim rynku wydawniczym. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/