3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Wilki Lokiego

Wilki Lokiego - Kelley Armstrong, Melissa Marr „Wilki Lokiego” zwróciły moją uwagę, gdy tylko pojawiły się na półkach księgarni. Przyciągnął mnie oczywiście motyw mitologii nordyckiej, którą niegdyś się interesowałam. Odłożyłam jednak tę książkę, nie wiedząc, czy nie będzie ona dla… młodszej części czytelników. Jakiś czas później zmieniłam zdanie. Co z tego wyszło? Ciekawa jest kwestia autorstwa – otóż „Wilki Lokiego” powstały w duecie! Kelley Armstrong to pisarka, której jeszcze nie miałam okazji poznać. Skończyła psychologię i rozpoczęła studia w dziedzinie programowania. Obecnie zajmuje się pisarstwem i wychowywaniem dzieci. Jest autorką takich serii, jak „Najmroczniejsze moce”, czy też „Mrok gęstnieje”. Melissa Marr studiowała na wydziale nauk humanistycznych i wykładała literaturę oraz gender studies w college’ach na terenie całego kraju. Nigdy nie mogła się oprzeć poznawaniu nowych rzeczy. Jest autorką serii o mrocznym świecie wróżek, rozpoczynającym się od powieści „Królowa lata”, którą miałam przyjemność czytać, i która też – oczarowała mnie. Legendy wikingów mówią o Ragnarok – końcu świata. Poprzedzać go ma straszna walka pomiędzy bogami, a potworami pod wodzą Lokiego. Jeśli bogowie przegrają – ziemia spłonie, gwiazdy zgasną, a świat zaleje woda. Matt Thorsen nie bez powodu ma takie nazwisko. Chłopak jest potomkiem samego Thora – boga burzy i piorunów. Zna sagi oraz mitologię, gdyż większość osób z jego rodzinnego miasta – Blackwell w Południowej Dakocie – to tak naprawdę potomkowie bogów. Obok rodziny Thorsen żyją krewni Lokiego. Chociaż koniec świata wydaje się odległy, runy mówią co innego. To właśnie Matt będzie musiał stoczyć walkę. Przed nim trudne zadanie – będzie musiał przekonać potomków Północy, że Ragnarok to nie bajka, a to dopiero wierzchołek góry lodowej. Naprawdę uwielbiam mitologie – każdego rodzaju! Autorki bardzo umiejętnie wplotły te wątki do współczesnej fabuły, nowej realizacji. Reinterpretacja Ragnoroku podbiła moje serce, mimo że to dopiero początek i do samej bitwy jeszcze nie doszło. Udało im się jednak przedstawić w ciekawy sposób osobowości dzieci, które mierzą się ze swoim dziedzictwem oraz wybuchowym charakterem bogów, których krew w nich płynie. Kreacja bohaterów z tego względu zasługuje na wielkie brawa. Niekiedy zapominałam, iż są oni tacy młodzi! Każdy z nich był diametralnie inny, byli indywidualnościami, które niekiedy mnie zaskakiwały – nie tylko ciekawymi, nadprzyrodzonymi mocami. Matt Thoresen to chłopak, który stanął przed niezwykłym wyzwaniem. Nigdy nie był wyjątkowy w swojej rodzinie, tym bardziej zdziwił go wybór Wyroczni. Bardzo spodobała mi się przemiana tego chłopca w mężczyznę. Początkowo obawiający się wielu rzeczy, w końcu staje się silnym przywódcą, który dba o dobro swojej drużyny. Podobnie zresztą sprawa miała się z resztą bohaterów – każdy z nich dojrzewał. Nie wszystkich natomiast poznaliśmy odpowiednio, chociażby potomków bliźniąt – Ray i Reyna. Autorki jasno zarysowały, iż te postacie odgradzają się od reszty grupy, jednak niekiedy wręcz byłam zdziwiona, że okazywało się, iż stoją obok. Były to zbyt widmowe postacie. „Wilki Lokiego” stanowią wstęp do „Kronik Blackwell” – nie uświadczymy tutaj ogromnej bitwy między bogami, a potworami. Mimo tego mogę ocenić, że opisy były naprawdę dobrze skonstruowane, a sama akcja – bardzo dynamiczna. Grupa potomków Północy musiała się odnaleźć i zjednoczyć, ale w międzyczasie stawiała czoła trollom, czy też Najeźdźcom – grupie wilków. Byłam naprawdę pod wrażeniem, spodziewając się po tak krótkiej powieści zdecydowanie mniej. „Wilki Lokiego” kończą się w kulminacyjnym momencie, zachęcając do sięgnięcia po kolejny tom. Jestem zaskoczona, że ta historia tak bardzo podbiła moje serce. Nawet nie potrafię znaleźć w niej żadnych minusów. To po prostu dobrze skonstruowana historia, cechująca się wartką akcją i bohaterami, do których możemy się przywiązać. Gratuluję Armstron i Marr tej historii, zwłaszcza, że wyobrażam sobie, iż wspólne pisanie było dla nich wyzwaniem, które ukończyły mistrzowsko, czego dowodem był tom pierwszy. Czekam na kolejne! Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/