3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Alicja w krainie zombie

Alicja w krainie zombie - Gena Showalter To prawdopodobnie nie ostatnia reinterpretacja motywu Alicji. Każdy z nas czytał lub oglądał jakąś wersję tego słynnego toposu. Przyznam szczerze, że do lektury powieści Geny Showalter podeszłam poważnie. Przeczytałam oryginał i starałam się znaleźć, jak najwięcej analogii z pierwowzorem. Czy było tak łatwo? Gena Showalter zadebiutowała na rynku polskim cyklem „Władca podziemi”, którego przyjemności nie miałam czytać, chociaż umięśniony pan na okładce wyraźnie zachęcał. Jest autorką bestsellerów New York Times oraz USA Today. Lubuje się w historiach sensacyjnych oraz paranormalnych – głównie dla młodzieży. Alicja żałuje wielu rzeczy. Tego, iż poddała się namową słodkiej, młodszej siostry. Tego, iż prosiła matkę, by spełniła jej życzenie urodzinowe. Tego, iż nie wierzyła ojcu… Dziewczyna po straszliwym, traumatycznym wypadku próbuje wrócić do normalnego życia. Nie jest to jednak takie łatwe, gdy ma się świadomość, że potwory jednak istnieją. Opis powieści brzmiał niejako śmiesznie, a mimo tego zainteresował mnie. Byłam ciekawa, czy ta historia, która przyciągnęła mój wzrok również na zagranicznych stronach, faktycznie ma w sobie to „coś”. Ponadto zainteresowała mnie to, jak autorka poradziła sobie ze słynnym motywem, który – nie ukrywajmy – może ostatecznie zostać „odgrzewanym kotletem”. Mimo obaw, już od pierwszych stron, oczarował mnie barwny styl autorki. Było to kompletne zaskoczenie, gdyż wcześniej nie sądziłam, iż jej powieści mogą mieć tak świetną podstawę. Nadal jestem pod wrażeniem, jak obrazowo autorka przedstawiła świat, w którym rozgrywała się akcja. Jeśli chodzi natomiast o dynamizm wydarzeń – byłam trochę rozczarowana… Nie ukrywam, że akcja powoli się napędzała. Niecierpliwych być może to zniechęci, gdyż większą część czasu spędzamy przy poznawaniu osobowości Alicji. Nie uznałabym tego natomiast za minus – dzięki temu łatwiej było zrozumieć jej portret psychologiczny. Dla znudzonych jednak autorka szybko się rehabilituje, ponieważ dynamizm i owszem, pojawia się! Gdy Showalter rozpędza się, cóż… trudno ją powstrzymać! W mgnieniu oka opisy stały się emocjonujące, pełne zwrotów akcji i oderwanie od lektury stało się niezwykle ciężkie. Ostatnie rozdziały pochłania się w zastraszającym tempie, co jest ogromnym plusem. Bardzo oczekiwałam nowości w motywie zombie. Doczekałam się! Co prawda, wersja Showalter, była bardzo… wyszukana, dziwaczna i nadal nie wierzę w taką interpretację, jednak była to nowość, inne spojrzenie. Ponadto idealnie wpasowało się w klimat „Alicji…”. Odwołania do pierwowzoru odnalazłam dopiero po przeczytaniu całej powieści. Początkowo poza imieniem głównej bohaterki i tajemniczej chmurze w kształcie królika, nie dostrzegałam nic więcej. Potem jednak powoli zaczęły pokazywać się kolejne sygnały. Najlepsza przyjaciółka dziewczyny, niczym „uśmiechnięty kot”, czy też sam świat duchowy – niby snu – imitujący „Krainę Czarów”. Trzeba dobrze wczytać się w „Alicję w Krainie Zombi”, by odnaleźć te symbole! Pani Showalter nie zrezygnowała z popularnego wątku romansowego, którego bronić nie będę. Była to dość płytka miłość, zbyt szybko się rozwinęła i niestety… bardzo mnie na tej linii autorka rozczarowała. Historię ratowały dobre opisy i naprawdę ciekawa wizja zombie! Chociaż żałuję, iż trupów było mniej, niż początkowo zakładam, że będzie. Ciekawa wizja powaliła mnie na kolana, przyznaję. Zombie to istoty duchowe – słyszeliście kiedykolwiek taką teorię? Dzięki temu autorka mogła dać prawdziwy popis umiejętności. Przełożenie „Krainy Zombi” na tę drugą stronę, złą część świata było świetnym posunięciem. Ostatecznie, mimo tragicznego wątku miłosnego, książka nie rozczarowała mnie, a więcej – zaskoczyła! Z pewnością nie poprzestanę na tej części, a „Kroniki Białego Królika”, chociaż rozkosznie brzmią, to uwierzcie, zawierają dość drastyczne wnętrze. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/