3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Papierowe miasta

Papierowe miasta - John Green Nie jest tajemnicą, iż pokochałam „Gwiazd naszych wina”. Do tej pory, chociaż było to już dobre kilka miesięcy temu, polecam każdemu tę książkę i sama wspominam ją, gdy tylko mój wzrok spocznie na półce, gdzie leży ów świetny egzemplarz. To żaden sekret – pokochałam Greena za tę powieść! Kiedy więc do księgarni trafiły „Papierowe miasta”, szybko się w niego zaopatrzyłam i… przeczekałam pierwszą burzę recenzji. Z czystym kontem – bez czytania innych opinii – rozpoczęłam lekturę. I… dobrze, że poczekałam. John Green to amerykański autor bestsellerów. Jego książki królują w listach New York Times. Debiutował powieścią „Szukając Alaski”, którą już w przyszłym miesiącu będziemy mieli przyjemność czytać, dzięki wydawnictwu Bukowy Las. To właśnie ostatnia książka – „Gwiazd naszych wina” – przyniosła mu ogromny oraz, nie ukrywajmy, zasłużony rozgłos. Jest laureatem licznych nagród literackich. Prywatnie prowadzi videobloga ze swoim bratem, Hankiem. Obecnie ma ponad milion fanów na Twitterze. Quentin Jacobsen ma osiemnaście lat i nigdy nie pomyślałby, jak bardzo jego życie może zmienić się z dnia na dzień. Wszystko to za sprawą wspaniałej, choć zbuntowanej koleżanki – Margo Roth Spigelman. Od zawsze był w niej zakochany – w dzieciństwie przeżyli razem coś niezwykłego, a teraz chodzą do tego samego liceum. Nic ich jednak nie łączy poza wspólną przeszłością. Pewnego wieczora Margo zjawia się w pokoju chłopca w stroju ninja i wciąga go w niezłe tarapaty. Następnego dnia… znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie Margo. Ta podróż uświadamia mu, jak bardzo ludzie różnią się od naszych wyobrażeń. Czy faktycznie znał Margo? Wielokrotnie sięgając po inne książki autorów, którzy mnie zachwycili, obawiam się. Obawiam się, że mnie zawiodą i ten obraz idealnego pisarza rozmyje się. Nie inaczej było w sytuacji Greena. Niezależnie od wszystkiego – czułam, że będę porównywać „Papierowe miasta” do „Gwiazd naszych wina”. W istocie właśnie tak się stało. Początek powieści szedł mi opornie – to nie styl Greena się zmienił, a tematyka była diametralnie różna. „Papierowe miasta” to jednak z tych książek, które trzeba czytać, zagłębiając się w każde słowo. Być może tworzy to cięższy orzech do zgryzienia, jednak zdecydowanie nie jest „niesmaczny”. Z czasem – lektura coraz bardziej mnie wciągała, widziałam w niej coraz więcej ciekawych sentencji życiowych, a przy tym niesamowicie mnie bawiła! Pióro Greena to czysta przyjemność dla czytelnika. Autor ten pisze prosto, przez co jego powieści – dosłownie – połyka się. Nie jest to jednak banalna pisanina! Green ma swój własny, indywidualny styl. Potrafi w ciekawy sposób przedstawić pewne prawdy dotyczące działania społeczeństwa oraz nas samych. Chyba to właśnie najbardziej wyróżnia go na tle innych autorów. „Gwiazd naszych wina” podbiła moje serce, „Papierowe miasta” dzielnie dotrzymywały wymienionej kroku. Green wpaja czytelnikom pewną naukę – objaśnia, jak działa świat. Jest to naprawdę ambitne działanie, jak na książkę dla młodzieży, która jestem przekonana, iż spodoba się również tym starszym czytelnikom! „Papierowe miasta” obfitują w ciekawe i niebanalne osobowości. Zarówno Quentin jak i Margo to postacie o różnych twarzach – tego pierwszego bohatera mamy okazję poznać bliżej. Q zmienia się na naszych oczach – dorasta, a wraz z nim dojrzewają poglądy o świecie. Poprzez swoje poszukiwania ukazuje nam również Margo – dziewczynę, którą każdy widzi w inny sposób. W mistrzowski sposób Green przedstawił nam efekt złudzenia – nikt nie zna nas lepiej od nas samych. Bez wątpienia ten autor jest nietuzinkowy. „Gwiazd naszych wina” to nie był jednorazowy dobry numer i z pewnością – nie tylko nim może się Green popisać. Lekcja życia, to coś, co wychodzi mu z niezwykłą łatwością. Nie widać też w jego stylu moralizatorskiego tonu, to jego poglądy, które… naprawdę mają sens. „Papierowe miasta” były dla mnie ciekawą przygodą – dodałabym nawet: ogromnym zaskoczeniem! Jestem pewna, że Green znowu mnie zaskoczy, podobnie jak resztę swoich fanów. Ja na pewno do tego grona się zaliczam i czekam na kolejne powieści. Polecam każdemu sięgnąć po „Papierowe miasta” – nie tylko czytelnikom najnowszego hitu autora, ale również tym, którzy… być może szukają w jakimś stopniu „siebie”. A nuż – podróż Quentina pomoże im to odkryć! Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/