3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Melancholii

Melancholii - Andrzej F. Paczkowski Każdy odczuwa strach przed śmiercią. Staramy się odsunąć te myśli, zapomnieć o tym. Śmierć jest nieuniknionym zjawiskiem. Myślimy realnie – nas również to czeka, więc nie szukamy już na to lekarstwa. Niekiedy tylko próbujemy przedłużyć swoje życie – za pomocą odpowiedniej diety, sposobu życia, dbania o zdrowie. Bohater „Melancholii” nie odczuwa strachu przed śmiercią. On się jej panicznie boi. Co z tego wyniknie? Andrzej Paczkowski jest Polakiem, mieszkającym w Pradze. Uwielbia czeską literaturę. Swój debiut miał w dwa lata temu, publikując nowelę – „Bo moje siostry”. Następnie jego opowiadania pojawiły się w trzech antologiach. „Melancholii” to pierwszy tak długi projekt, trylogia, opowiadająca o poszukiwaniu życia wiecznego. Tomasz od urodzenia panicznie boi się śmierci. Poznajemy jego strach na pogrzebie dziadka, gdzie mały chłopiec zapiera się rękoma i nogami, by nie patrzeć – czy dotykać – zmarłego. Dziecko czuje wstręt przed zimnym i sztywnym ciałem. Tomasz dorasta, a wstręt mu nie mija. Chłopak stroni od ludzi, zatapia się w świat książek i poważnej muzyki. Wszystko zmienia się, gdy osiąga prawną pełnoletniość. Tomasz podczas wycieczki po lesie, spotyka tajemniczą zjawę – człowieka odzianego w habit. Od tamtej pory postać pojawia się wszędzie, gdzie aktualnie przebywa Tomasz – śledzi go, a biedny chłopak coraz bardziej się boi. Równocześnie czuje, iż mnich jest znakiem i w istocie: ma rację. Tomasz dowiaduje się, iż został powołany do czegoś wielkiego – do życia wiecznego. Pomysł na „Melancholii” naprawdę był interesujący. Lubię książki traktujące o życiu wiecznym, gdy nie chodzi o coś tak – teraz płytkiego – jak wampiry. Pod tym względem Paczkowski bardzo wstrzelił się w mój gust, przynajmniej początkowo. Wampiryzm pojawił się również w „Melancholii”, ale cóż – pierwsze, co kojarzy nam się z nieśmiertelnością to bez wątpienia te stworzenia. Styl Pana Andrzeja był taki, jaki najbardziej mi odpowiada. Jego opisy były bardzo przyjemne i łatwe w odbiorze. Nie ukrywam, iż w wakacje najchętniej sięgam po lekką literaturę i z pewnością „Melancholii” – mimo mrocznego i ciężkiego tytułu – można do takiej zaliczyć. Dzięki tym lekkim opisom książkę pochłaniało się w nadzwyczajnie szybkim tempie. Autor jednak skupił się na tym, czego powinien unikać – na opisywaniu sytuacji oraz uczuć, a nie na samej akcji. Nie ukrywam, książka była nudna. Ciągnęła się przez brak akcji, do przodu pchała mnie tylko nadzieja, iż nagle dostanę zastrzyk adrenaliny. Niestety, nie doczekałam się. Paczkowski starał się wprowadzić czytelnika w akcję – to się chwali, nie lubię rzucania na „głęboką wodę”. Przesadził jednak, gdyż w tak krótkiej książce, która nie ma nawet trzystu stron, wprowadzenie nie może być niesamowicie długie. Opóźniał akcję, a potem… teoretycznie ona była, lecz bardzo spokojna. Brakowało mi dynamizmu, czegoś drastycznego. Nie polubiłam również postaci, które sprezentował nam autor w „Melancholii”. Tomasz był samotnikiem, a ponadto inteligentnym człowiekiem – jego obraz wydawał mi się dość szablonowy. Podobnie kryształowo przedstawiane były drugoplanowe postacie, które dodatkowo w moich oczach nie były wcale rozbudowane. Zarówno matka, jak i poznana w Krakowie przez bohatera Cyganka – były sztuczne. Relacje, które autor budował między postaciami, były bardzo nienaturalne, przez co książka dużo traciła na realizmie. Jedynie tajemniczy mnich spełnił moje oczekiwania, jeśli chodzi o postacie. To książka fantasy – oczekiwałam od niej czegoś, co mnie zaskoczy, a wyjaśnienie pochodzenia osobnika w habicie zaspokoiło trochę moje odczucia odnośnie lektury. Tę powieść ratuje właśnie tytułowy Melancholii oraz dobry styl autora. Poza tym… książka nie miała w ogóle akcji, która by mnie porwała. Myślę, iż to największa jej wada. Być może autor rozwinie się w drugiej części trylogii, jednak czy ja już to sprawdzę – to zupełnie inna kwestia. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/