3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Arisjański fiolet. Cisza

Arisjański fiolet. Cisza - Pola Pane Polska literatura fantastyczna zawsze mnie do siebie ciągnęła. O „Arisjańskim fiolecie” czytałam kilka pozytywnych opinii, a że i paranormal romance jest gatunkiem przyjemnym, podjęłam się czytania. Byłam zaciekawiona czy pomysł Poli Pane to powielanie tematu, czy może jest w nim chociaż nutka oryginalności. Jak się okazało? Sami sprawdźcie! Autorka zasłynęła głośnym stwierdzeniem – „Znalazłam wzór na książkę!”, który najbardziej mnie zainteresował. Czyżby królowa nauk zaczęła maczać palce w literaturze? Dla młodzieży – myślę, że i owszem. Lubimy książki sprawdzone, z pewnego rodzaju schematem i to też nam Pani Pola prezentuje. Nie oznacza to jednak, że brakuje oryginalności, jednak o tym wolałabym wspomnieć na końcu. W ziemię uderzył meteoryt, niszcząc całkowicie przede wszystkim atmosferę, a także zawarty w niej tlen. Ludzie znaleźli się w potrzasku. Przyroda zaczęła umierać, podobnie jak mieszkańcy planety. Tylko osoby, które cudem znalazły miejsce w schronie, przeżyły. Właśnie to szczęście miała Emily Walker wraz ze swoją matką. Jednak życie pod ziemią stało się uciążliwe. Po dziesięciu latach wegetacji postanawiają wyruszyć na powierzchnię. Post-apokaliptyczny klimat powieści to jedna z cech, które naprawdę sobie cenię. Autorka naprawdę dobrze sobie poradziła, jeśli chodzi o stworzenie atmosfery. Żałuję jedynie, że mieliśmy szansy poznać dogłębniej tego świata w tej sferze. Apokalipsa zeszła na drugi plan i to mnie trochę zawiodło. Podobnie ma się sprawa z motywem science-fiction, o którym być może już niektórzy wiedzą. Kilka lat po katastrofie na ziemi zjawiła się tajemnicza rasa – Arisjanie. Są przybyszami z kosmosu, z normalnego tłumu wyróżnia ich pomarańczowa skóra oraz fioletowe oczy. To właśnie oni starają się przywrócić równowagę w ekosystemie. Są niezwykle inteligentni, a ich główną zaletą jest bezgraniczna racjonalność myślenia. Najlepszym tego przykładem jest Korin – postać, która uratowała Emily zarówno życie, jak i… serce? Nie mogę opędzić się od wrażenia, że książka miała swoje wzloty i upadki. Początek zaliczam zdecydowanie do grupy „wzlotów”. Pierwsze rozdziały były naprawdę dobre jak na debiut. Być może wszystko działo się za szybko, jednak źle zaczęłam odbierać powieść dopiero, gdy dziewczyna spotkała pierwszych ludzi po dziesięciu latach. Były to sceny bardzo naiwne i moim zdaniem nierealne. Wydawało mi się, iż bohaterka po takim czasie braku kontaktu z kimkolwiek poza swoją matką, powinna zachować się bardziej… zachowawczo? Ostrożnie? Wielokrotnie miałam wrażenie, iż dialogi są sztuczne, jakby wymuszone. Rekompensowała to jednak Pola Pane poprzez naprawdę dobre opisy. Barwne i plastyczne – ciężko mi cokolwiek im zarzucić. Były dobrym dodatkiem, który faktycznie sprawiał, że potrafiłam w myślach wyobrazić sobie całą sytuację, w jakiej znajdują się bohaterowie. Z postaciami było ciężko – niektóre były naprawdę bardzo schematyczne. Główna bohaterka, Em, zadziwiała mnie swoją naiwnością, jednak niekiedy przymykałam na to oko, biorąc pod uwagę jej długie odseparowanie od społeczeństwa. Nadal jednak nie rozumiem spokoju ducha jej matki, która to po dziesięciu latach wychodzi na powierzchnię i… mimo jej słów, nie wyczuwałam, by w ogóle się bała, czy też była zagubiona! Dobrym światełkiem charakterowym był z pewnością Korin, który był po prostą postacią uroczą. Bardzo dobrze oddawał zagubienie obcego – w tym wypadku dosłownie! – wśród ludzi. Nie rozumiał zwyczajów, ani zachowań Emily i biła od niego naturalność, której zabrakło nieco pozostałym postaciom. Jednak chociaż książka wpadła w pewnego rodzaju dół, ostatecznie znowu wzniosła się na wyżyny. Zakończenie było bardzo dynamiczne i interesujące. Zdecydowanie zachęcające do przeczytania kolejnego tomu. Przemiana, jakiej uległa główna bohaterka, a także rozwój akcji był zadziwiający. Czy powieść Poli Pane jest w moich oczach oryginalna? A i owszem – przynajmniej pod niektórymi względami. Bardzo podobało mi się połączenie paranormal romance oraz science-fiction, które mam nadzieję zostanie bardziej uwydatnione w kolejnym tomie. Motywy sci-fi, chociaż nierozbudowane, wydawały się logiczne i spójne – autorka nie udziwniała historii. Być może rozwinie temat rasy Arisjan? Odczuwam w związku z nimi pewnego rodzaju głód! Autorka pokusiła się o pewnego rodzaju porównanie przybyszów z kosmosu i nas, ludzi. Czuję, że te różnice zostaną uwydatnione już w drugiej części powieści. Jak poradzi sobie ten pokojowy lud z żądzą władzy człowieka? Bohaterka ostatecznie niejako zaskoczyła mnie pod koniec, co też uznaję za plus i… mogę tylko trzymać kciuki, by było tak dalej. Warto też dodać „co-nieco” o bardzo ciekawym dodatku, z którym pierwszy raz w życiu się spotykam. Do książki została dołączona płyta zespołu Rayne, których piosenki pojawiają się w powieści. Niedawno ją odsłucham i… Lubię bardzo takie rytmy – rockowe brzmienie z kobiecym wokalem! Zdecydowanie uważam, że powinni się trzymać polskich utworów, ale być może to wina tego, iż lubię, gdy autorzy tworzą w naszym narodowym języku, pokazując, że on też jest piękny. Ciekawie urozmaiciło to „Arisjański fiolet”. Powieść nie jest ambitna, nie ukrywam tego, jednak jeśli ktoś szuka prostej lektury, przy której chce się zrelaksować – polecam! Mnie umiliła czas podczas rekonwalescencji z bólami kręgosłupa, więc najwyraźniej nadaje się również na te „ekstremalne sytuacje”. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/