3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Saga księżycowa. Cinder

Saga księżycowa. Cinder - Marissa Meyer Baśń o „Kopciuszku” zna każdy – zwłaszcza żeńska część sali. Dla mnie jest ona o tyle ważna, iż jest tą ukochaną z dzieciństwa. Być może za sam przekaz, iż nawet biedna dziewczyna ma szansę przeżyć coś niesamowitego w życiu lub dlatego, iż była to jedna z niewielu kaset video, którą miałam w domu. Przez wzgląd na moją sentymentalną miłość do tej baśni niejako bałam się sięgnąć po „Sagę księżycową. Cinder”. Jednak ciekawość zwyciężyła. Marissa Meyer zasłynęła dzięki debiutanckiej „Sadze księżycowej”. Od dzieciństwa uwielbiała baśnie, czego dowodem jest pierwszy tom serii, który wyrósł na „Kopciuszku”. Całkiem niedawno na polskim rynku ukazała się druga jej powieść – „Scarlet”. Cinder Linh mieszka w obskurnym, hałaśliwym Nowym Pekinie. Ma ona wiele wspólnego z baśniowym Kopciuszkiem, nie tylko analogiczne imię. Podobnie wychowywana – wykorzystywana? – jest przez macochę, dla której nie liczy się nic innego, jak dobro swoich córek, pieniądze i brak wstydu. Tego ostatniego jest im jednak ciężko uniknąć – Cinder jest cyborgiem: pół-człowiekiem, pół-komputerem. Pracuje na jednym ze straganów, jako mechanik. Jest w swoim fachu najlepsza i prawdopodobnie dzięki temu, a także niezłemu zbiegowi okoliczności przeżyła przygodę, opisaną przez Meyer na blisko czterystu czterdziestu stronach. W mieście panuje niszczycielska zaraza, społeczeństwo jest zastraszone, a wisienką na torcie w tej złej sytuacji jest choroba cesarza, a także niebezpieczeństwo ataku Lunarów na Ziemię. Sytuacja jest na tyle zła, iż mieszkańcy drżą na myśl o przyszłości. Świat wykreowany przez Meyer nie jest oryginalny. Nie jest to pierwsza powieść o zarazie, o powolnym procesie segregacji ludzi. Dlaczego zatem czytało mi się ją tak przyjemnie? Prawdopodobnie jest to zasługa jej prostego języka, którym podbiła moje serce. Nie ukrywam, iż początkowo książkę czytało mi się naprawdę ciężko. Nie potrafiłam odnaleźć się w świecie, jednak z każdym następnym rozdziałem było coraz lepiej. Tak „lepiej”, że po trzecim rozdziale rozpoczętym w piątek, skończyłam prawie siedemdziesiąt procent książki! Meyer nie ma wyszukanego stylu – pisze bardzo realistycznie i chyba tym podbiła moje serce. Jej narracja, choć nie pierwszoosobowa, poruszała mnie niekiedy. Opisywała wydarzenia bardzo dosadnie – niejednokrotnie potrafiłam na głos wciągnąć powietrze, czy też westchnąć ze smutku! Postacie jednak są dosyć schematyczne. Nie wiem, czy jest to zależność w ostatnich powieściach dla młodzieży, które czytam, ale coraz częściej ciężko im mnie zaskoczyć. Mimo tej schematyczność, nie zraziła mnie. Spodziewałam się czegoś takiego – jest to przecież powieść, której przodkiem była baśń! To oczywiste, iż musiały znaleźć się postacie typowo dobre, ale i te złe. Motyw tej walki jest nieodłączny w takich historiach! Cinder jest postacią waleczną – powiedziałabym jednak „milcząco”, gdyż z pokorą znosi upokorzenia macochy. Widzi bezsilność wobec opiekunki i jedynie w myślach opracowuje plany na przyszłość. Na tę wolną i szczęśliwą przyszłość. Na pewno jest również postacią odważną. Z drugiej zaś strony widać, jak bardzo boi się swojej „inności”, jak wstydzi się jej i jak przeraża ją to w ilu procentach nie jest człowiekiem. Ciekawe było przedstawienie sióstr przyrodnich Cinder. Peony i Pearl to postacie naprawdę różne – chociaż obie są typowymi, współczesnymi nastolatkami, marzącymi o balu i tańcu z księciem, dzieli je jedna rzecz – stosunek do cyborga w domu. Peony jest zdecydowanie tą milszą postacią, która odnosi się do Cinder z życzliwością, sama jest wciąż dzieckiem i to takim, które wzbudza sympatię. Pearl z kolei wydaje się zarozumiała i bezwzględna, ma w sobie wiele z macochy. Żałuję, iż te postacie zostały gdzieś na uboczu. Książę Kaito to postać wręcz z naszych nastoletnich marzeń. Przystojny, sympatyczny młody człowiek, który dla swojego kraju zrobi wiele. Szczerze mówiąc nie zaskakiwał mnie do samego końca książki, gdzie zaobserwowałam nagłą zmianę jego charakteru. Również przez wzgląd na to jestem ciekawa drugiego tomu – czy książę przemieni się jeszcze bardziej? Oczywiście mamy też postacie złe do szpiku kości. Jest nią okrutna królowa Luny, Księżyca. Levana to postać iście bezwzględna i mroczna. Manipuluje ona swymi poddanymi, którzy choć są niezadowoleni z jej rządów, nie są w stanie sprzeciwić się jej. Meyer bardzo ciekawie wykreowała świat – walka między ludźmi z Księżyca i Ziemi to temat, który naprawdę mnie pochłonął. Nie jest to również koniec historii. Zakończenie sprawia, że jak najszybciej mamy ochotę sięgnąć po kolejny tom. Losy Cinder i innych postaci są nieznane, zagmatwane. Mam nadzieję, iż w „Scarlet” autorka jeszcze bardziej przybliży nam przyszłość tytułowej bohaterki. Minusem – i to dużym – jest bez wątpienia przewidywalna fabuła. Błagałam, by autorka zaskoczyła mnie. W połowie książki jednak domyśliłam się wszystkiego – mój pomysł był prosty i jak się okazało trafny. Tutaj Meyer zawiodła mnie na całej lini. To było to jedno z tych moich małych spotkań z science-fiction, którego nie ukrywam, iż nie znam dobrze. Nie czytałam jeszcze żadnej książki z tego gatunku dla młodzieży, jednak Meyer mimo wszystko jakoś podołała. Mam ochotę na następną część, a to… dobry znak. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/