3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Gwiazd naszych wina

Gwiazd naszych wina - John Green, Magda Białoń-Chalecka Nie lubię smutnych powieści. Zwłaszcza tych, które traktują o tak trudnych tematach. Płakałam przy samotnym bohaterze „Mojego drzewka pomarańczowego”, którego wszystkim polecam i… nigdy nie pomyślałabym, że w moje ręce trafi kolejna książka, która tak głęboko mnie poruszy. Być może to ja jestem szczególnie wrażliwa na tego typu powieści, ale najwyraźniej nie, skoro – tak, czytelnicy! – jest to kolejna pozytywna recenzja tej książki! O „Gwiazd naszych wina” było od czasu premiery naprawdę głośno. Szczerze mówiąc nie rozumiałam tego szumu wokół niej, myślałam, iż jest to kolejna smutna historia o nieuleczalnie chorej dziewczynie i o tym, jak w ostatnich miesiącach swego życia zaczyna czerpać z niego garściami. Nie ukrywajmy, iż takich powieści na rynku jest naprawdę wiele. Pozytywne recenzje, które wręcz wychwalały tę książkę pod niebiosa ostatecznie przekonały mnie. Obok takiego fenomenu człowiek nie może przejść obojętnie. Teraz mogę z całą powieścią powiedzieć – „Jeśli jeszcze nie czytałeś/łaś tej książki, idź do księgarni, biblioteki… Musisz ją przeczytać!”. A czemu – to zaraz wyjaśnię. Hazel ma szesnaście lat, jest chora na raka płuc. Od czasu diagnozy każdy jej dzień wygląda tak samo – nie chodzi do szkoły, spędza czas przed telewizorem, oglądając American Next Top Model i czyta. Jest pogodzona ze swoim losem, do czasu, gdy poznaje podczas spotkania grupy wsparcia Augustusa. On zmienia jej życie i wnosi do niego nowy powiew. Być może pierwszy raz Hazel czuje, iż naprawdę żyje, a nie egzystuje. Z początku pomysł wydawał mi się naprawdę banalny – nie jest to pierwsza taka książka. Rozpoczynając lekturę byłam pewna obaw, które zniknęły już po pierwszym rozdziale. John Green, autor książki, ma naprawdę genialny styl pisania. Jego opisy już od razu pokazują, iż możemy podnieść poprzeczkę jego powieści. Są one proste, a jednocześnie wypełnione filozofią – dawno nie czytałam tak dobrego zestawienia, w którym żadna ze stron nie byłaby przesadą. Czyżby to był długo oczekiwany „złoty środek” w powieści? Pisanie o śmierci to trudny temat. John Green w moich oczach mistrzowsko poradził sobie z nim. Rozpoczynając lekturę naprawdę nie byłam pewna, czy to będzie również w moich oczach taki sukces. Ostatecznie historia poruszyła mnie. Szczerze od początku zakładałam inne zakończenie. To, co przygotował dla nas Green zaskoczyło mnie. Bez wątpienia postacie wykreowane w „Gwiazd naszych wina” na długo zapadną w moją pamięć. Pokochałam ich wszystkich, gdyż każdy był inny, tak doświadczony przez los. Jednak pierwsze co wymieniłam jest najważniejsze! Nie ukrywam, że całym sercem pokochałam Augustusa. Za jego siłę, światopogląd, czarny, sarkastyczny humor, próżność wobec swojej osoby. Być może była to jego maska, by nie zwracać uwagi na chorobę. Przemówił jednak do mnie i do Hazel również, zmienił bardzo jej życie. Bardzo ważny jest stosunek bohaterów do choroby. By przetrwać, starają się podchodzić do niej z dystansem. Robią tak wszyscy, nie chcą traktować jej poważnie. Prawdopodobnie to w tym tkwi ta niezwykłość tej powieści. Owszem, nie czytałam po raz pierwszy takiego podejścia bohaterów do problemu, ale chyba nigdy nie widziałam takiego dystansu. Piękne dialogi, piękna historia. To nie są wymuszone słowa. To, jak bardzo byłam nią poruszona – tfu, nadal jestem! – samą mnie dziwi. Green ma talent, nie dziwię się, iż „Gwiazd naszych wina” dała mu taki rozgłos. „To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina” Historia Hazel i Augustusa jest piękna. Możecie mi nie wierzyć, ale znam dokładnie taką samą, jedynie z inną chorobą i postaciami. Przyrodnia siostra mojej babci przeżyła dokładnie taką samą i… wiedzcie, iż takiej miłości się nie zapomina. Wyjątkowa jest ta chęć zapomnienia o chorobie przez bohaterów. Wielu pisarzy od razu zakłada tego typu uczucie za porażkę, piszą o miłości chorych na rakach właśnie w ten sposób. Bohaterowie Greena nie mają takiego podejścia, chcą to przełamać. Istnieje między nimi nawet temat seksu, którego nie ukrywajmy, iż inni autorzy unikają jak ognia. „- Okay – powiedział, gdy minęła cała wieczność. – Może „okay” będzie naszym „zawsze”? - Okay – zgodziłam się.” O fenomenie tej książki może świadczyć to, iż przeczytałam ją tydzień temu, a nadal ciężko czytać mi co innego. Równocześnie pisząc tę opinię, znowu chciało mi się płakać. I również znowu chciałam ją przeczytać. Nie żałuję, że kiedykolwiek po nią sięgnęłam, a Wy powinniście zrobić to samo. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/