3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Brama światów

Brama światów - Susana Vallejo Chavarino Jak być może niektórzy z Was wiedzą – jestem fanką fantastyki. Tej pierwotnej, starej, o której w tych czasach wiele się nie słyszy ze względu na niezwykłą modę na paranormalne powieści dla młodzieży. Od czasu do czasu jednak lubię sięgnąć po coś mniej znanego, a polecanego. Tak właśnie było z powieścią Vallejo, którą pożyczyłam od koleżanki przed majówką. Jej pozytywna relacja po przeczytaniu sprawiła, że tym prędzej chciałam zabrać się do lektury. Nie miałam jeszcze przyjemności poznać bliżej hiszpańskich autorów. Susana Vallejo jest pierwszą z nich, a spotkanie z nią będę wspominać bardzo mile. Jej seria Porta Coeli odniosła sukces na świecie i szczerze się temu nie dziwię, gdyż książka jest po prostu dobra. Bernardo już od dawna służy Zakonowi Świętej Cekliny w mniej awanturniczy sposób niż w czasach swej młodości. Godzi się na wyprawę ze swoim dawnym przyjacielem, Nuno, tylko ze względu na jego słowa – „Widziałem jednorożca!”. Bernardo nie waha się długo i wyrusza w podróż, która ma sprawdzić te informacje. Sam pomysł na historię był w moich oczach bardzo dobry. Najbardziej oryginalne w nim jest bez wątpienia sam stosunek bohaterów do świata przedstawionego. Mają jasne dowody – widzą niesamowite rzeczy, typowo fantastyczne, jak na książkę z tego gatunku przystało, jednak nie chcą w to wierzyć, to dla nich zbyt irracjonalne. Mają ustalony światopogląd, a wydarzenia zmuszają ich do zmienienia własnej wizji świata. Bohaterowie poznają podczas podróży oprócz dobrej dawki fantastycznych stworzeń, kobietę-wiedźmę. Yebra to postać naprawdę niezwykła i w ten też sposób – niezwykły – polubiłam ją. Wśród swojej siły wynikającej z przeżyć minionych lat, egzotycznej, magicznej urody, jest wciąż subtelną, kobiecą postacią. Od razu zdobyła moją sympatię, a to rzadko się zdarza przy żeńskich bohaterkach w powieściach. Wadą powieści jest na pewno to, iż tylko trójka głównych bohaterów jest rozbudowana. Ci, na dalszym planie, giną w nadmiarze zdarzeń. Bernardo to spokojny człowiek, bardzo głęboko wierzący z racjonalnym podejściem do świata. Nuno natomiast był stworzony na wzór zabawnego trubadura. O ile o nich mogę powiedzieć chociaż jedno zdanie, to z resztą postaci miałabym nie lada problem. Narracja Vallejo jest naprawdę przyjemna w odbiorze. Od pewnego czasu przekonuje się do tej w trzeciej osobie i autorka należy właśnie do tych, którzy prowadzą ją w taki sposób, iż lektura staje się od razu milsza. Jej opisy choć nie są wyszukane, to bardzo plastyczne. Jednak i przy tym muszę zrobić odnośnik. Tylko jedna strona tych opisów jest plastyczna! Gdy autorka opisuje ten realny świat, czyni to z wręcz brutalną prostotą. Odbiera to całą przyjemność czytania. W moich oczach kontrast między tymi dwoma światami był zbyt duży. Bardzo ciekawym zabiegiem autorki było delikatne wprowadzenie Boga w historię. Bohaterowie są zagubieni w wierze. Nagle wszystko w co dotąd było logiczne, zmienia się. Nie robi ona tego nachalnie. Postacie powoli, naturalnie dochodzą do wniosków – „jaką rolę ma w tych wydarzeniach Bóg?”. Historia, którą prezentuje nam Vallejo bywa często przewidywalna. Niekiedy również bohaterom idzie zbyt łatwo. Sytuacje, w których się znajdują są często niebezpieczne i wydaje mi się, że brak porażki jest po prostu niemożliwy – kiedyś w końcu każdemu powinie się noga. Są to dość znaczące minusy tej powieści. Ważne natomiast jest to, iż autorka przełamała monotonną rutynę – udało jej się mnie zaskoczyć na koniec historii. Zdecydowanie nie spodziewałam się rozwiązania wydarzeń w taki sposób. Po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że nie było to takie trudne do odgadnięcia, jednak Pani Susana tak omotała czytelnika, iż nie myślał o tym, co dalej, a co tu i teraz. Chyba pierwszy raz podczas lektury nie miałam w głowie pytania – „Jak to się skończy?”. Ciekawym motywem jest sama tytułowa „Porta Coeli”. Jest to jedna z ksiąg zakazanych – przechowuje w sobie wiedzę na temat tych wszystkich niewyjaśnionych stworzeń, pojawiających się na ziemi. Myślę, iż autorka nie odkryła całej prawdy o niej w tym tomie. Zachęca mnie to do sięgnięcia po kolejne części tetralogii. Spotkanie z Susaną Vallejo uznaję za naprawdę udane. Pierwszy tom jej serii, choć nieidealny, bardzo umilił mi czas. Udowodniła tym samym, iż niekiedy warto sięgnąć po te zapomniane książki, które już „nie brylują na półkach księgarni”. Z pewnością sięgnę po następne tomy, a polecam każdemu, kto ma właśnie ochotę poczytać coś zupełnie innego. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/