3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Ludzie Julya

Ludzie Julya - Nadine Gordimer Trudno wyobrazić sobie historię rodziny Smalesów. Byli mieszkańcami jednego z afrykańskich miast. Podczas krwawych zamieszek przeciwko ludności białej zostali zmuszeni do opuszczenia, znanego im środowiska. Właśnie w ten sposób trafili do ubogiej wioski swojego służącego – Julya. Z dnia na dzień ich sytuacja pogarszała się. Nadine Gordimer to południowoafrykańska noblistka. Można powiedzieć, iż stworzyła afrykańskiego „Władcę much”. Jej powieść o rodzinie Smalesów przedstawia, jak szybko może zmienić się rozkład sił – jak pozycja nie jest trwała. Bam, Maureen oraz troje ich dzieci trafiają do dziczy, gdzie tracą swój status „panów” na rzecz swojego służącego – Julya. Nie będę ukrywać, iż książka najzwyczajniej w świecie nie podobała mi się. Czytając opis historii, czekałam na głęboką, poruszającą mnie powieść. Wydawało mi się, że słowa będą mnie osaczać, że poczuję prawdziwe zagrożenie, a także rozpacz tych ludzi. Tymczasem… książka nie wywoływała we mnie żadnych emocji – oprócz irytacji. Moim głównym i chyba największym zastrzeżeniem do powieści będzie jej narracja. Dawno nie czytałam historii, w której trudno byłoby mi się zorientować właśnie przez sposób przedstawiania sytuacji. Pani Nadine jednak bardzo chaotycznie opisywała wydarzenia – niektóre fragmenty musiałam powtarzać kilka razy! Czytając, nie byłam pewna, czy jest to retrospekcja, czy też bieżące wydarzenia. Wielokrotnie mieszała, co jedynie utrudniało mi odbiór historii. Przez tę trudną narrację dobra historia – bo naprawdę miała potencjał – straciła cały swój urok. Czytając, nie przeżywałam wydarzeń wraz z bohaterami. Jedynie opisy tła akcji przemawiały do mojego zmysłu estetycznego, gdyż z bohaterami nie potrafiłam się zżyć. Właśnie to barwne przedstawienie buszu, trzymało mnie przy tej książce do końca. To z punktu widzenia Maureen głównie obserwujemy całą akcję. Bohaterka ta jest postacią, w moim odczuciu, kompletnie bezosobową. Ciężko mi cokolwiek o niej powiedzieć, oprócz tego, iż jej relacja ze służącym była naprawdę skomplikowana. Właśnie ten wątek w powieści został pokazany najskromniej, a szkoda, gdyż ciekawił mnie najbardziej. Zarówno ona, jak i July zachowywali się, jakby chowali dawne urazy, ale czytelnik nie może zgłębiać dalej tego wątku. Żałuję, iż Gordimer nie skupiła się na nim bardziej, by okazać różnice między ich statusami, być może wyjaśniłoby to ich postępowanie, gdy znaleźli się już w afrykańskim buszu. Książka zapowiadała się naprawdę rewelacyjnie. Myślałam, iż mocno będzie oddziaływać na czytelnika, jednak z każdą kolejną stroną… nudziłam się coraz bardziej. Nim się obejrzałam, zerkałam jedynie na ilość stron, czekając, aż skończę lekturę. W powieści zabrakło mi jakiegoś zdecydowania autorki odnośnie akcji. Wiele rzeczy nie było podkreślonych, chociażby finał historii, którego finałem bym nie nazwała właśnie przez brak akcentowania go. Chociaż sytuacja Smalesów była ciężka, Gordimer nie uwydatniła tego, nie czuć było ich dramatu. Niekiedy wydawało mi się, iż to ja nadinterpretuje ich sytuację, mimo iż w książce wiodło im się lepiej, niż mogłabym przewidywać. Zdecydowanie spodziewałam się innej lektury – bardziej płynnej oraz ciekawej, gdyż bez wątpienia zamieszki w Soweto, a także sytuacja tamtej ludności, niezależnie od koloru skóry, są tematem, który da się wykorzystać bardziej. Z drugiej strony historia ta przedstawia w jakiś sposób przeszłość, a także potencjalną przeszłość białych ludzi na Czarnym Kontynencie. Dzięki tej powieści sięgnęłam po materiały historyczne, zgłębiając temat buntu Afrykańczyków przeciwko kolonizatorom i jest to chyba jedna z zalet – rozbudzenie ciekawości czytelnika. Szkoda jedynie, iż sama autorka nie przybliżyła sytuacji. Czytelnik został wrzucony „na głęboką wodę”, a przecież nie tak powinno to wyglądać. Z kolei po przeczytaniu całej mojej opinii naszła mnie refleksja - ta książka jest tak chaotyczna, iż jedyne co można zrobić, to napisać równie chaotyczną recenzję. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/