3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Czerwień Rubinu

Czerwień Rubinu - Kerstin Gier Myślę, iż wiele osób chętnie przeniosłoby się w przeszłość – zapewne z różnych powodów. Jedni, do których zaliczam się ja, z miłości do historii; inni chcący ubrać się w te stare, klasyczne stroje, poznając podwaliny chociażby swojej własnej kultury. Taką możliwość otrzymała Gwendolyn i – o, dziwo – kompletnie się z niej nie cieszyła. „Trylogia Czasu” Kerstin Gier została okrzyknięta bestsellerem. Jej historia o dziewczynie, która przenosi się w czasie i jest częścią pewnego skomplikowanego procesu odkrywania wiekowej tajemnicy, stała się jedną z ciekawszych i porywających historii dla młodzieży. Tyle słyszałam przed przeczytaniem. Osobiście – nie zgadzam się. Książka nie zrobiła na mnie takie wrażenia, jak wszyscy zapewniali. Gwendolyn jest typową nastolatką – uwielbia filmy, plotkowanie, ma swoją najlepszą przyjaciółkę i nie uważa się za niezwykłą. Prowadzi sielskie, pozbawione właściwie problemów życie. Jednak jej rodzina nie jest tak zwyczajna. Pochodzi ze starego rodu, w obrębie którego przenoszony jest gen podróży w czasie. W wyniku nieszczęśliwego splotu wydarzeń to właśnie Gwendolyn go dziedziczy, a nie jej kuzynka-idealna, Charlotta. Właściwie podobną treść przekazuje nam sam opis książki. Właśnie dlatego moim największym zastrzeżeniem do tej powieści jest okropne rozmieszczenie historii w czasie. O co chodzi? Co prawda nie liczyłam, ile trwała cała akcja, jednak z szybkich rachunków w głowie wychodzi, iż był to tydzień – nie więcej! Moim zdaniem z pierwszego tomu naprawdę niewiele się dowiedzieliśmy. Być może był to zamysł autorki, chciała nas przyciągnąć do kolejnych części trylogii, jednak tym razem trafiła kosa na kamień, bo ten zabieg kompletnie nie przypadł mi do gustu. Choć sam pomysł nie jest w stu procentach oryginalny, to spodobał mi się. Jeśli zaś chodzi o wykonanie, to tutaj autorka w moich oczach nie poradziła sobie. Opisy były proste do bólu – zaletą zaś było to, że szybko się czytało. Nie oczekiwałam w tym aspekcie niczego nadzwyczajnego, więc pozostanę do nich neutralna. Sami bohaterowie nie przypadli mi do gustu. Najgorszym momentem dla czytelnika jest chyba moment, w którym nie polubi głównego bohatera powieści i tak było w „Czerwieni rubinu”. Gwendolyn to naprawdę prosta dziewczyna – prawdopodobnie taki miał być jej urok. Prawdopodobnie miała ukazać, że nawet komuś tak zwyczajnemu może przytrafić się niezwykła przygoda, a także nie zawsze jest ów przygoda pożądana. Mnie jednak wydawała się ona płytka i nieco infantylna – nawet wtedy, gdy autorka celowo udziecinniała ją w sytuacji, w której pierwszy raz wyjawiała swój sekret przed zgromadzeniem z panem Goergem na czele. Miałam wrażenie, iż wszystkie postacie są nieco płaskie i nierozbudowane. Niczym nie zaskakiwały i były stworzone wedle stałego schematu, który możemy poznać w przeciętnych książkach. Było to nierealistyczne, tak samo jak relacja między Gwendolyn, a Gideonem – innym podróżnikiem w czasie. Nawiązując znowu do tego „czasu”, który przewija się niczym motyw zarówno w książce, jak i mojej opinii – autorka naprawdę rozciągnęła akcję. Opis z tyłu książki to właściwie połowa tekstu w powieści, w drugiej zaś – jakby zauważając, ile stron już minęło – pędziła z wydarzeniami. Przez to poszczególne sceny nie były dopracowane na tyle, na ile bym chciała. Czy nie zauważam pozytywów? Sam koncept na historię nim jest – dwunastka, łącząca się krwią, która odkrywa tajemnicę, skrywaną przez wieki. Nie ukrywam, że choć proste, to jednak chętnie dowiedziałabym się czym ona jest. Chociażby ze względu na to kiedyś sięgnę po kolejne tomy „Trylogii Czasu”. Czytając „Czerwień rubinu” nie byłam zachwycona. Ot, zwykłe czytadło, z troszkę zaskakującym zakończeniem, którego osobiście nie domyśliłam się, zapominając jaki był „Prolog” historii. Te dwa aspekty – koncept i koniec naprawdę poprawiły moje odczucia po lekturze. Z drugiej strony wydaje mi się, iż dla mnie historia była trochę zbyt dziecinna i nierealistyczna w relacjach bohaterów, a także ich kreacji. Jestem nieco zdziwiona, iż tak dobrze oceniana powieść, nie spodobała mi się, jednak to kolejny dowód na to, iż każdy ma inny gust. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/