3 Obserwatorzy
4 Obserwuję
ludzkasokowirowka

Ludzka sokowirówka

Szczere recenzje na temat tego, co jest na mojej półce i nie tylko.

Teraz czytam

Zombies vs. Unicorns
Garth Nix, Libba Bray, Maureen Johnson, Naomi Novik, Kathleen Duey, Meg Cabot, Carrie Ryan, Diana Peterfreund, Justine Larbalestier, Margo Lanagan, Cassandra Clare, Holly Black, Scott Westerfeld

Igrzyska śmierci

Igrzyska śmierci - Suzanne  Collins Ostatnio długo nie pisałam nic na bloga, ponieważ uczyłam się do semestralnego z historii, który… został odwołany. Z tego też względu postanowiłam nieco odpocząć, przy okazji się rozchorowałam, ale spokojnie – powoli się leczę. Dzisiaj czuję się znacznie lepiej. Postanowiłam opublikować recenzję, do której zabierałam się od jakiegoś czasu. Nie wybrałam może genialnej i nieznanej książki, ale uważam, iż powieść pani Collins na pewno umiliła chwile czytelnikom, tak samo jak mnie. Za tę trylogię wzięłam się już jakiś czas temu, przeczytałam całą. Tym razem jednak nie zwlekałam z recenzją, bo nie wiedziałam, co napisać, a raczej z braku czasu. Muszę przyznać, iż początek bardzo mnie rozczarował, był to dla mnie taki niesamowity skok językowy, gdy przeszłam z wyszukanego Martina na – bądźmy szczerzy – całkiem prostą młodzieżową książkę. Takie było moje pierwsze wrażenie. Myślę, iż nad samą fabułą nie muszę się rozwijać godzinami, gdyż duża część młodzieży już ma za sobą tę pozycję lub chociażby obejrzała film. Ja jestem po jednym i drugim. Pani Collins faktycznie stworzyła ciekawy, post-apokaliptyczny świat z interesującą historią, chociaż bardzo przypomina ona „Wielki marsz” Kinga, to nie ulega wątpliwości. Spodobała mi się koncepcja świata, w której rządzi jeden hegemon, a pod nim prości ludzie, którzy tak naprawdę w pewien sposób przyczyniają się do jego chwały i potęgi. Z drugiej zaś strony interesująca była koncepcja rozbieżności osobowości w samym Kapitolu, gdyż jedne postacie bardzo dobre, inne przesiąknięte złem. Narzucony pewnego rodzaju subiektywizm autorki, ale myślę, że od tego ciężko uciec w tego typu książkach. Opisy, do których z czasem się przyzwyczaiłam, nie były zachwycające. Ot, proste, wprowadzające w historię, tworzące jej tło, ale nie na tyle, bym mogła otworzyć usta z zachwytu i westchnąć – „wow”. Wiele słyszałam o tej pozycji i podchodziłam do niej z entuzjazmem. Po przeczytaniu pierwszego tomu byłam zaciekawiona, czy ostatecznie Dystrykty w końcu zrozumieją, że mają pewnego rodzaju siłę, by pokonać Kapitol. Nie wiedziałam natomiast jak wielką rolę odegra Katniss. Jeśli chodzi o samą główną bohaterkę – nie spodobała mi się. Była irytująca, buńczuczną małolatą, która choć poświęciła się dla ukochanej siostry, nie zdobyła mojej sympatii. Owszem, kibicowałam jej podczas Igrzysk, w drugim tomie również bardzo mocno trzymałam za nią kciuki, ale trzeci tom sprawił, iż zrozumiałam jej sztuczność i to jak bardzo mi nie pasuje. Bardzo wszyscy narzekają na kreowanie Mary Sue w historiach dla nastolatek i najwyraźniej tego chciała uniknąć Collins. Cóż, poszła w drugą stronę i… przesadziła. W moich odczuciach – nie było złotego środka. Mimo wszystko – książki pochłonęłam szybko, wciągnęły mnie i były ciekawym przerywnikiem od świata codziennego. Przyjemnie się je czytało i z tego też względu je polecam. Pozdrawiam /ludzka-sokowirowka.blogspot.com/